Wybieramy najlepsze koncerty 2025 roku
- 31-12-2025
- Grzegorz Słoka
Ten niezwykle intensywny i bardzo udany 2025 rok właśnie się kończy. Byliśmy na wielu koncertach, ale jak to zawsze bywa w przypadku podsumowań – trzeba podjąć wiele ciężkich decyzji i wybrać wspólnie te najlepsze koncerty. Tutaj przedstawiamy nasze typy po wspólnym głosowaniu, a do podsumowania całego roku zapraszamy do naszego podcastu – nagranie na naszym YouTubie i na końcu artykułu
5. MJ Lenderman – OFF Festival
Gitarowe przestrzenie, które kochamy najmocniej, wypełniły szczelnie przepełniony namiot radiowej Trójki, a kompozycje z wydanej w zeszłym roku płyty „Manning Fireworks” zabrzmiały jak najwyższej klasy przeboje, których nie powstydziłby się Neil Young czy Jeff Tweedy. Z tym, że zostały one autorsko doprawione przez MJ’a prostymi, acz uroczymi tekstami i rozkręcającym się z każdym utworem perfekcyjnym zgraniem skromnego i zdolnego zespołu. Znalazło się tu miejsce i na gitarowe odloty, i na folkową intymność. Gitarowy koncert na medal, potwierdzający, również wysoką frekwencją zgromadzonych fanów, że nie tylko nam brakowało takich brzmień na katowickim festiwalu. Właśnie tego tutaj co roku szukamy.
4. QOTSA – Warszawa, Torwar
Koncert Queens of the Stone Age w warszawskim Torwarze był przede wszystkim spotkaniem z zespołem w świetnej formie: z energią, luzem i potężnym brzmieniem. QOTSA udowodnili, że w niszczącej sile rock and rolla jest miejsce i na dobrą melodię i porządną rozpierduchę. Panowie po wydaniu ostatniej płyty „In Times New Roman…” wciąż są w mocnym gazie i jadą wartko na najwyższym biegu. Josh Homme reagował na to, co działo się pod sceną, a przy tym prowadził zespół z charakterystyczną dla siebie pewnością. Bujający groove, doskonałe zgranie zespołu i kipiące ze sceny emocje, wszystko to złożyło się na mocny, zapierający dech wieczór. Dobrze, że zobaczymy ich znowu w 2026 r.
3. Tom Odell – Kraków, Tauron Arena
Chociaż Toma Odella znamy od dawna i udało się go nawet już ostatnio zobaczyć, to dopiero ten krakowski solowy koncert odkrył przed nami jego prawdziwy koncertowy potencjał ukazując muzykę pełną obaw, radości, pragnień, strachów, ale przede wszystkim wielkich, wielkich emocji. Raz sentymentalny niczym Billy Joel, raz płomienny niczym Nick Cave, Brytyjczyk zachowuje i buduje wciąż jednak własną sceniczną osobowość, zdając sobie sprawę z brzemienia, jakie niesie siła jego piosenek. Bo jeśli muzyka dalej ma wywoływać tak silne emocje jak tutaj, to jesteśmy w dobrych rękach.
2. Have a Nice Life – OFF Festival
Have a Nice Life dali w tym roku na OFF-ie koncert kompletny, potężny. Emocjonalnie, wykonawczo – wszystko zagrało tu doskonale. Sprzężenie zwrotne między będącym w pełni tu i teraz zespołem, a gorącym przyjęciem polskich fanów dopełniło całości niezapomnianego doświadczenia i muzycznego doznania, które zapamiętamy na bardzo długo. Perfekcyjny przykład sprostania wielkim oczekiwaniom, które – nie ukrywamy – pokładaliśmy w autorach „Deathconsciousness”. Bez wątpienia jeden z najlepszych koncertów, jakie przeżyliśmy na katowickim festiwalu, a trochę już ich było.
1. Nine Inch Nails – Open’er Festival
Nine Inch Nails powracając do Polski po jedenastu latach dali nam koncert ocierający się o perfekcję. Trent Reznor i Atticus Ross zbudowali w Gdyni spektakl, który pokazał nam dlaczego NIN są tak ważną dla rockowego świata kapelą, a wspominać go będziemy pewnie przez lata. A zespół ten dalej ma wiele do pokazania, w szczególności pod kątem tego brudnego, surowego magnetyzmu przeładowanego przesterem, niepokojem i intensywnością. Widzą ich na scenie, mogliśmy jeszcze bardziej docenić ich dziedzictwo i to, ile zrobili dla muzyki, bo naprawdę ciężko znaleźć kogoś tak unikatowego, nawet w tak dużym spectrum muzyki podczas wydarzenia w Gdyni. Z jednej strony takich brzmień chcemy więcej na Open’erze, a z drugiej niezmiennie czekamy na ich solowy koncert, chociaż temu festiwalowemu niczego nie brakowało.