Te małe, zadymione miejsca, to jest nasze naturalne środowisko – wywiad z P.O.D.

pod wywiad
Sonny Sandoval, wokalista P.O.D.

Już 18 kwietnia w warszawskiej Progresja wystąpi zespół P.O.D. Promując najnowszy krążek „Veritas”, wracają do Polski z pełnym, klubowym setem. Wcześniej będzie można ich zobaczyć także jako support Godsmacka w PreZero Arena Gliwice.

Udało się porozmawiać z frontmanem zespołu, Sonnym Sandovalem. Otwarty, uśmiechnięty i pełen pasji – opowiedział o zespole, wyboistej drodze po pandemii, duchowości, technologii i… wrażeniach z pierwszego pobytu w Polsce ponad dwie dekady temu.

KwP: Wasz najnowszy album „Veritas” ukazał się kilka miesięcy temu. Jakie są reakcje fanów i krytyków?

Sonny: Bardzo pozytywne. Fani są zadowoleni, a i w branży słyszymy dobre słowa. Zagraliśmy już trasę w USA, festiwale w Europie, byliśmy w Ameryce Południowej – wszędzie album przyjmowano z ogromnym entuzjazmem. A to dopiero początek, bo „Veritas” nie ma jeszcze nawet roku. Będziemy go promować dalej na całym świecie.

KwP: Co zainspirowało brzmienie i teksty?

Sonny: To był ciężki czas dla wszystkich – pandemia, izolacja, niepokój. Zwykle piszemy razem, jako zespół, ale tym razem nie wszyscy mogli być obecni. Marcus i ja jeździliśmy z San Diego do LA i składaliśmy piosenki kawałek po kawałku. Nie planowaliśmy albumu od razu – tworzyliśmy utwór po utworze. I tak powstał „Veritas” – surowy, spójny, pełen rockowej energii. Lirycznie? Jak zawsze – wiara, nadzieja, miłość. Nie chcieliśmy nagrać wściekłej płyty. Chcieliśmy nagrać płytę, która podniesie ludzi na duchu.

KwP: Czego mogą się spodziewać fani podczas waszych koncertów?

Sonny: Podczas marcowego koncertu z Godsmackiem w Gliwicach zagramy krótszy set – więc będą zarówno nowe numery, jak i klasyki, które każdy zna i kocha. Ale już w Warszawie…. Tam to dopiero będzie jazda! Mała sala, długa setlista, pełna energia. Będzie też ściana dźwięku.

KwP: Wolisz kluby czy wielkie sceny?

Sonny: Kocham każdy koncert, ale… te małe, zadymione miejsca, to jest nasze naturalne środowisko. Widzisz twarze ludzi, czujesz ich emocje, możesz ich przytulić, dosłownie. Na wielkich scenach czuję się trochę jak na wybiegu – potężnie, ale z dystansem. W klubach jesteśmy jednością.

KwP: 30 lat na scenie – jak utrzymać pasję?

Sonny: To jest w sercu. Nie przestaliśmy kochać muzyki. A po pandemii jesteśmy jeszcze bardziej wdzięczni – kiedy zabroniono nam grać przez prawie dwa lata, to był szok. Ale wciąż czujemy się niedocenieni. Ludzie myślą, że skoro sprzedaliśmy miliony płyt, to żyjemy jak rockowe legendy. A prawda jest taka, że jesteśmy zespołem „blue collar”. Ciężko pracujemy. Nie zawsze wychodzimy na plus. Ale to nie ma znaczenia – muzyka to nasza misja.

KwP: Jak wygląda dziś organizacja trasy koncertowej?

Sonny: Jest drogo. Naprawdę drogo. Paliwo, sprzęt, logistyka, ekipa – wszystko kosztuje więcej niż kiedyś. Czasem wychodzimy na zero, czasem dopłacamy. Ale gdy czujemy, że trasa ma sens – jak ta w Europie – robimy wszystko, żeby się udało. Dla ludzi. Dla muzyki.

KwP: Dziś muzykę robi się w domu, z pomocą AI, a gwiazdami
zostają użytkownicy TikToka. Co o tym sądzisz?

Sonny: Technologia ma dobre strony – mogę nagrywać w domu bez drogiego studia. Ale jest i ciemna strona. Muzyka staje się fast foodem. Brakuje głębi. Dziś ktoś zrobi piosenkę dla beki i zostaje gwiazdą, a ludzie, którzy poświęcili muzyce całe życie, muszą walczyć o przetrwanie.

KwP: Powróciła moda na nu-metal. Jaką masz radę dla młodych zespołów?

Sonny: Bądźcie autentyczni. Jeśli gracie ten styl, bo naprawdę kochacie różne gatunki muzyczne i chcecie je łączyć – róbcie to. Ale jeśli tylko próbujecie się wstrzelić w trend, to to nie potrwa długo.
Dla nas nu-metal to nie była moda. To było nasze życie.

KwP: Masz jakieś wspomnienia z wizyty w Polsce?

Sonny: Jasne! Pierwszy raz byłem w waszym kraju w 2000 roku z Kornem (koncert odbył się w katowickim Spodku – przyp. KwP). Mieliśmy dzień wolny, nie pamiętam miasta, ale pamiętam atmosferę – jedzenie, piwo, ludzie. Wytatuowani Amerykanie z dredami trochę się wyróżniali wtedy na ulicach. Ludzie byli zainteresowani, życzliwi, otwarci. To był piękny dzień. I nie mogę się doczekać, żeby wrócić. Dziś chyba wtopilibyśmy się w tłum!

KwP: Co myślisz o obecnym stanie świata – wojna, kryzysy, katastrofy?

Sonny: To łamie mi serce. Widzę cierpienie i chaos. Ale jako człowiek wiary, wiem, że Biblia zapowiadała takie czasy. Wierzę, że Bóg ma nad tym kontrolę. Ludzie niszczą siebie nawzajem, niszczą planetę, tracą tożsamość. Ale ja wciąż wierzę w to, że możemy jeszcze wrócić do miłości, prawdy, dobra.

KwP: Jakie są kolejne plany P.O.D.?

Sonny: Album „Veritas” wciąż jest młody. Niedawno wypuściliśmy nową wersję „I Won’t Bow Down” z hiszpańskim refrenem – dla moich braci i sióstr z Ameryki Łacińskiej. Po Europie wracamy do USA i Ameryki Południowej. A poza tym? Mam gotowy solowy album reggae, który chcę wydać latem. No i… moja pierwsza książka właśnie wyszła! Piszę, tworzę, działam w społeczności lokalnej i jestem tatą – więc nudy nie ma.

 

Rozmawiał: Michał Koch

Zobacz także:

Szukasz czegoś konkretnego?
Skorzystaj z naszej wyszukiwarki!