Maneskin – Warszawa 2023 – relacja

maneskin warszawa torwar 2023

Muszę przyznać, że miałem dosyć spore oczekiwania odnośnie tego koncertu. Maneskin, chyba nie będzie to przesadą, to zespół ostatnio będący dosłownie wszędzie i wywołujący często dość skrajne, ze względu na swoje przygody w talent show i na Eurowizji, emocje. Pragnienie sławy, kontrowersje, mocna promocja mediów, ale jednocześnie niezwykły i zakorzeniony w rockowym świecie magnetyzm i uparte dążenie do celu. Taka mieszanka, czy się tego chce czy nie, musi zaciekawić.

Warto tutaj dodać, że warszawski koncert Maneskin od grubo ponad roku był wyprzedany. Miało na to wpływ przełożenie koncertu z maja 2022 roku, ale też szybko rosnąca popularność zespołu, nie tylko w Polsce, ale też na całym świecie. Patrząc na to jakie zainteresowanie koncert ten budził, również na naszym portalu, śmiało można założyć, że Włosi mogliby wyprzedać zdecydowanie większą halę niż Torwar.

Maneskin jest obecnie w trasie promującej swój najnowszy album “Rush” i to właśnie on zdominował setlistę tego wieczoru. Zespół musi być bardzo pewny tego materiału, grając podczas koncertu aż 15 z 17 utworów z ostatniego krążka. Rozpoczęli zza czerwonej kurtyny zasłaniającej całą scenę, skrzętnie budując nie tylko napięcie, ale także ekscytacje publiczności, poprzez dokładanie kolejnych warstw instrumentalnych “Don’t wanna sleep”, który znakomicie definiuje ostatnie oblicze zespołu, na które składają się przede wszystkim energia i przebojowość. Włosi od początku chcieli zaprosić widzów do zabawy, co udowodniły singlowe “Gossip”, w którym po raz pierwszy, i nie ostatni, tego wieczoru na pierwszy plan wyraźnie wysunął się gitarzysta – Thomas Raggi. Kolejny, i chyba pierwszy tak wyczekiwany utwór “Zitti e buoni”, który zapewnił im wygraną w Eurowizji, sprawił, że publiczność była już w pełni rozgrzana. Ciągle zmieniające swoją dynamikę “Own My Mind” oraz radiowe “Supermodel” przeprowadziły nas do pierwszej w setliście ballady “Coraline”, gdzie po raz pierwszy mogliśmy sprawdzić jak wypada duet Damiano (wokalista – przyp.) – Thomas.

maneskin warszawa torwar 2023

Kolejne “Baby said”, “Bla bla bla” oraz “In nome del padre” tylko potwierdziły, że podczas koncertów Maneskin najważniejsze jest, aby publiczność nie miała nawet chwili na pomyślenie o nudzie. Włoski zespół nie odcina się od swojej historii, przez co równolegle do liczby ich fanów, niestety rośnie też ilość hejtu, co przed “Beggin’” potwierdził Damiano, wspominając, że wielu wypomina im, że grają ten utwór zdecydowanie za często. Jednak oni nie zamierzają się tym przejmować. Power ballada “Timezone”, napędzane gitarą “For your love” oraz, dosłownie, ogniste “Gasoline” zakończyły pierwszą część seta, gdzie po krótkiej przerwie na małej scenie przy reżyserce, ponownie mogliśmy oglądać duet wokal-gitara, podczas dwóch akustycznych utworów, ku szczególnej uciesze widzów z tylnej części Torwaru, którzy z bliska mogli przyglądać się swoim idolom. 

Podczas powrotu muzyków na główną scenę mogliśmy sprawdzić jak współpracuje ze sobą perkusja i bas grając krótką, instrumentalną wstawkę, która utwierdziła mnie, że to właśnie sekcja rytmiczna, obdarta z wszędobylskiej i niezwykle głośnej gitary, jest chyba największym mankamentem Włochów, uwypuklając braki warsztatowe. Cokolwiek by jednak zespołowi nie brakowało, są w stanie nadrobić wspomnianymi już przeze mnie energią i przebojowością i takimi utworami jak “I wanna be your slave” czy “La fine”, które szybko przypomniały widzom za co kochają Maneskin. Jeśli ktoś zastanawiał się czy muzycy mają jeszcze siły to szybko został pozbawiony wątpliwości rytmicznym i wyśmiewanym “Feel”, szybkim “Mark Chapman” i singlowym “Mammamia”. Drugą część seta zespół zamknął utworem “Kool kids”, zapraszając zgodnie z, jak wspominał Damiano, często krytykowaną tradycją zapraszania fanów na scenę. 

Po krótkiej przerwie przed widownią pokazał się tylko Thomas, mój cichy, chociaż patrząc na to jak głośna tego dnia była gitara może to być niefortunny zwrot, bohater. Już w trakcie koncertu miałem wrażenie, że to właśnie gitarzysta swoim stylem bycia i grania rozpościerający aurę rockowych herosów lat 70., napędza brzmienie całego zespołu. Zanim wasze klawiatury pójdą w ruch zbesztać mnie za takie porównanie, muszę przyznać, że mimo braku wirtuozowskich umiejętności, patrząc na sposób w jaki gra Thomas, ma się wrażenie, jakby gitara była wręcz zrośnięta z resztą ciała Włocha, nawet na chwilę go nie opuszczając. Swoją drogą dobrze widzieć, że tradycja gitarowych popisów na koncertach dalej jest obecna, nawet wśród określanych przez niektórych jako radiowe zespołach. Indywidualny występ Thomasa płynnie przeszedł w chyba największą balladę bandu “The Loneliest” zakończoną kolejną gitarową solówką. Patrząc na to jak wyglądał cały koncert, zespół nie mógł nas zostawić w tak smutnych klimatach, grając już drugi raz tego wieczora “I wanna be your slave”. Chodząc najczęściej na występy kapel z rozbudowaną dyskografią już niemal zapomniałem, że pierwotną ideą bisów było powtarzanie zagranego już kawałka.

maneskin warszawa torwar 2023

Maneskin to zespół z wielkim potencjałem na stadionowe granie i występy przed kilkutysięczną widownią to już dla nich chyba za mało. Widząc ich pewność siebie i łatwość w porywaniu publiczności jestem przekonany, że największe obiekty w ogóle by ich nie przerosły. Z drugiej strony nie da się nie zauważyć, że dalej jest to zespół na początku swojej drogi, który wiele aspektów, w tym też tych związanych po prostu z ich umiejętnościami, mają jeszcze do poprawy. Natomiast chyba każdy kto tego dnia znalazł się w warszawskim Torwarze, czuł, że determinacji i chęci do zajścia na sam szczyt im na pewno nie zabraknie.


Autor: Grzegorz Słoka

Zobacz także:

Szukasz czegoś konkretnego?
Skorzystaj z naszej wyszukiwarki!