Jak U2 wymyślili siebie na nowo z gigantyczną trasą Zoo TV ponad 30 lat temu?

u2 zootv

Jak U2 wymyślili siebie na nowo z gigantyczną trasą Zoo TV ponad 30 lat temu? Oto historia tournée, które zmieniło wszystko.

Kończący się dziś listopad już od 34 lat jest również miesiącem „Achtung Baby”, przełomowego albumu U2, który na zawsze zapisał się w historii muzyki i wyrył głęboko, również w naszych, sercach. Z tej okazji postanowiliśmy przybliżyć historię trasy koncertowej, która stała się jego dopełnieniem i na zawsze zmieniła sam zespół i całą branżę.

„Najlepszy sposób, by przysłużyć się epoce, to zdradzić ją”, napisał w „Księdze Judasza” irlandzki poeta i pisarz Brendan Kennelly. To hasło zdawało się przyświecać zespołowi U2, gdy wymyślali siebie na nowo na początku lat 90. Poprzednia dekada była pasmem olbrzymich sukcesów – w przeciągu paru lat Irlandczycy z nowej, obiecującej kapeli stali się mesjaszami rocka, wypełniającymi stadiony na całym świecie. Jednak końcówka dekady zakrawała już o karykaturę, wystawianie samemu sobie przedwczesnego pomnika. Do tego doszło zmęczenie i marazm. „Byliśmy najwięksi, ale nie byliśmy najlepsi”, gorzko kwitował Larry Mullen Jr., perkusista i założyciel zespołu, ten, który na szkolnym korytarzu zaledwie kilkadziesiąt lat wcześniej wywiesił ogłoszenie o poszukiwaniu muzyków do swojego zespołu. U2 pod koniec usłanego sukcesami dziesięciolecia musieli zwolnić i dobrze przemyśleć kolejny krok.

Dekada symbolicznie zakończyła się dla nich 30 grudnia 1989 roku, na scenie w Dublinie, podczas koncertu wieńczącego rok z Lovetown Tour – tournée gwiazdorów, a nie muzyków. „To koniec pewnego etapu, musimy odejść i wymarzyć sobie to wszystko na nowo” – wołał z patosem Bono, który sam poszukiwał i potrzebował natchnienia. Zespół miał zrobić sobie przerwę, najdłuższą w ostatnich kilku, bardzo intensywnych latach spędzonych na scenie lub w studiu.

Larry Mullen Jr.: „Czuliśmy, że nasze podejście do układania piosenek musi się zmienić”.

Muzycy długo nie wytrzymali jednak na tym niezbędnym, by ruszyć dalej, odwyku od muzyki. Już na początku 1990 roku Bono i The Edge rzucili się w wir pracy nad eksperymentalnym spektaklem – teatralną adaptacją „Mechanicznej pomarańczy”. Eksplorowali hałaśliwe, industrialne brzmienia, zahaczające o hip-hop czy elektronikę. The Young Gods czy Einstürzende Neubauten? Takich brzmień nie kojarzyliśmy z uduchowionymi rockmanami. W zespole ujawniły się dwie frakcje: wokalista z gitarzystą pragnęli świeżości, Larry i Adam Clayton woleli pozostać przy tradycyjnym podejściu, które przecież wyniosło ich na szczyt. Na świecie nie był to jednak czas stagnacji. Wręcz przeciwnie, Europa była świadkiem największych politycznych i społecznych zmian od dekad.
Nietrudno było o inspiracje, tym bardziej, że wkrótce muzycy U2 znaleźli się w samym środku cyklonu zachodzących przemian.

„I’m ready, I’m ready for the laughing gas, I’m ready for what’s next…”

Zespół przybył do Berlina dokładnie w dniu zjednoczenia Niemiec – 3 października 1990 roku, ostatnim samolotem lądującym jeszcze w części wschodniej kraju. Przełomowy czas napełniał nadzieją, nie był też jednak wolny od surrealistycznego klimatu niepewności jutra. Muzycy wynajmowali posiadłości dawnych komunistycznych dygnitarzy, zadokowali się też w legendarnym Hansa Studio, gdzie Bowie z Iggym Popem i Brianem Eno odkrywali siebie na nowo i surfowali na rodzącej się nowej fali. Z okna Hansa Studio widać było pozostałości zburzonego dopiero co muru. Nagrania odbywały się w salach balowych pamiętających okrucieństwa wojny. Nietrudno było dać się zaprosić demonom przeszłości do tańca.

Adam Clayton: „Hansa Studio sprawiało wrażenie miejsce, które zatrzymało się w czasie. Niespecjalnie tętniło życiem i nic ciekawego się w nim nie działo. Po upadku muru berlińskiego w Niemczech można było wyczuć pewien marazm. Panował głęboko depresyjny i ponury nastrój”.

Klimat ten znalazł swoje ujście na płycie, która łączyła dekadenckie duchy przeszłości miejsca swojego powstania oraz realne bolączki członków zespołu, którzy wojowali z osobistymi demonami. Płycie, która przeczyła wszystkiemu, co wcześniej wiedzieliśmy i mogliśmy spodziewać się po U2. „Czwórka muzyków ścinających drzewo Jozuego” – muzycy przekraczali, również swoje, granice, testując własne możliwości i wystawiając swoich oddanych fanów na największa w ich karierze próbę­.

achtung baby u2
U2 i ich "Achtung Baby" wydane w 1991 roku

„Achtung Baby” ukazało się 18 listopada 1991 roku, a muzyczny świat zatrząsł się w posadach. U2 wywrócili cały swój artystyczny świat, wszystko w co wierzyli i kim byli, do góry nogami. Byli już na szczycie, ale po tej rewolucyjnej wolcie zostali już tam na dobre.

Adam Clayton: „Chcieliśmy, aby przy słuchaniu tej płyty ludzie mieli wrażenie, że jest popsuta albo mówili: To nie może być nowy album U2, zaszła jakaś pomyłka”.

Muzycy postanowili się zabawić – swoją muzyką i swoim wizerunkiem. Promocja albumu? Kompletnie nagi Adam Clayton, zespół przebrany za kobiety. Pełna dekadencja. Nie inaczej musiało też być z promującym tak odważny album tournée. Wszystko zaczęło łączyć się ze sobą, a pomysłów nie brakowało. Tylko, że jeszcze nikt w historii nie mierzył tak wysoko. I nie miał tak wiele do stracenia.

Bono: „Pomysł na trasę zrodził się w tym samym czasie, co pomysł na album. Fikcja zaczęła być męcząca. Media zmierzały w stronę farsy prezentującej prawdziwe życie ludzi. Gwiazdom robiono zdjęcia
z fleszem, na których można było zobaczyć, ile plomb mieli w ustach. Chcieliśmy zorganizować trasę, która odwoływałaby się do nowych zjawisk w telewizji i radiu”.

Zoo TV było pomysłem tyle brawurowym, co karkołomnym. Koncept show celowo dążył do „sensorycznego przeciążenia”: ściany pełne monitorów, migające slogany, elementy telewizyjnej estetyki, fragmenty transmisji na żywo oraz ironiczne postaci sceniczne, alter-ego muzyków, za którym wygodnie mogli się schować, by przekraczać kolejne granice.
Najwięcej frajdy miał w tej materii wokalista U2, który chętnie przybierał nowe wcielenia.

Bono: „Przez całe lata 80. próbowaliśmy być sobą, ale w blasku reflektorów nigdy nam to nie wychodziło. I stąd zrodził się pomysł na Zoo TV. Postanowiliśmy trochę poszaleć, naśladując innych lub pozostać sobą, tyle, że w innym wydaniu”.

I tak przypadkowe znalezienie starych okularów przeciwsłonecznych sprowokowało narodziny prześmiewczego Człowieka Muchy. Był jeszcze demoniczny MacPhisto, przerysowany Mirror Ball Man. Nie wierz w to, co widzisz. Nie ufaj temu, co zaraz zobaczysz. Jeśli „Achtung Baby” było rewolucją, to dopiero na scenie muzycy do końca odpięli wrotki.

Telefony do prezydenta Busha? Pizza dla wszystkich zamówiona na stadion prosto ze sceny? Do tego taniec brzucha, lewitujący trabant, transmitowana live groza wojny. Trasa była przegięta jak to tylko możliwe. Kicz, bezczelna nonszalancja, nie znająca granic ekstrawagancja. Artystyczny ekshibicjonizm w pełnym wydaniu.

The Edge: „Staliśmy się ponurymi przedstawicielami rocka i nikt nie wiedział, że mieliśmy poczucie humoru. Wraz z rozpoczęciem Zoo TV nadeszła możliwość zaprezentowania się od strony teatralnej. Posługiwaliśmy się ironią, satyrą, farsą, aż w końcu pogrzebaliśmy nasz stary wizerunek”.

Do tego najnowocześniejsza wówczas technologia, która spotęgować miała wrażenie wszechobecnego przebodźcowania i potęgi telewizji. Brzmi znajomo? Gigantyczne ekrany wideo ustawione na scenie wyświetlały to, co działo się na scenie, ale też wcześniej nagrane materiały, transmisje telewizyjne
i migające niczym krzykliwe reklamy slogany. Każdego wieczoru fanom udostępniano też wideobudkę, gdzie mogli – niczym w jarmarcznym konfesjonale – otworzyć się przed światem. Najciekawsze wyznania wyświetlano w przerwie przed bisami. Pojawiały się wyznania miłości, ale i poważne rozterki, nieraz krępujące uzewnętrznienia. Czy U2 nie poszło o krok za daleko? Na pewno byli krok przed wszystkimi.

Larry: „Miała to być trasa, podczas której robilibyśmy rzeczy, jakich nikt jeszcze przedtem nie widział, z wykorzystaniem telewizorów, tekstów i obrazów. Cały projekt sporo nas kosztował. Pozwoliliśmy ponieść się nowej technologii”.

U2 z czasów Zoo TV

Tournée trwało od lutego 1992 roku do końca 1993 roku, licząc ostatecznie 157 koncertów na całym świecie. Trasa ewoluowała, U2 zaczynali w amerykańskich halach, a gdy Zoo TV dobiegało do końca na największych stadionach Australii i Japonii, było to już zupełnie inne show i inny zespół. Promowali już wtedy nagraną gdzieś naprędce między koncertami jeszcze bardziej odjechaną „Zooropę”. Dali się ponieść fali, która prędzej czy później musiała ich przykryć swoją czapą.

Trasa kosztowała fortunę, była spektakularnym sukcesem, jednak wymagała olbrzymich nakładów. Na pięć odnóg tournée sprzedano ponad 5 milionów biletów, trasa zarobiła łącznie ponad 151 milionów dolarów, z czego 30 ponoć na samych koszulkach. Bono miał później stwierdzić po fakcie: „Kiedy budowaliśmy Zoo TV, byliśmy tak blisko bankructwa, że gdyby przyszło o 5% mniej ludzi, U2 by zbankrutowało. Nawet w naszej nieodpowiedzialnej, młodzieńczej i fatalnej nieświadomości takich materialnych spraw, było to przerażające.”

Ten koncertowy fenomen rzekomo miał też dotrzeć do Polski, jednak nigdy do tego nie doszło. U2 zaliczyli u nas swój sceniczny debiut dopiero w 1997 roku podczas równie megalomańskiej, ale mniej przełomowej trasy PopMart. Jednak to już zupełnie inna historia. U2 stało się wtedy zespołem, z którego tutaj sami się jeszcze wyśmiewali. Zjadając własny ogon stali się największymi ofiarami swojego sukcesu. Publiczności to jednak nie przeszkadzało, trasa do dziś wspominana jest jako pionierska. Wytyczyła nowy kierunek dla całej branży. Oddajmy głos temu, który od początku znał ją od podszewki – managerowi U2.

Paul McGuiness: „Na całym świecie postrzegali naszą trasę jako nowatorską. Nagrywanie na wideo stało się elementem twórczym, a nie tylko techniką powiększania obrazu. Pisali o nas krytycy sztuki
i architektury – to było zabawne. Czuliśmy, że U2 należało do elity, w której znajdowali się tylko tacy artyści, jak Pink Floyd i Stonesi. Oglądałem kiedyś show z Mickiem Jaggerem, który w pewnej chwili obrócił się w moją stronę i powiedział: „To będzie wyglądało jak Gwiezdne Wojny. Jeżeli kiedykolwiek uda wam się zrobić coś podobnego, to my będziemy zmuszeni dać jeszcze lepszy występ”. W pewnym sensie miał rację. Od tamtej pory publiczność nie akceptowała zespołów występujących na ciemnej scenie, której stalowy dach pokryty był brezentem, a po jej bokach były dwa duże kawałki białego materiału pokryte malowidłami. Pink Floyd, The Rolling Stones i przede wszystkim U2 podniosły poprzeczkę dla całej reszty.
Chociaż nie zarobiliśmy na niej pieniędzy, wspominam tę trasę jako triumf. Frank Barsalona, Ian Flooks, Barbara Skydel i ja błagaliśmy zespół, aby pozwolili nam podnieść cenę biletów o pięć dolarów więcej. O ile pamiętam, wejściówka kosztowała dwadzieścia pięć dolarów, a to było za mało. W kwestii biletów chłopaki byli zbyt wrażliwi. Gdybyśmy dołożyli jeszcze dwa dolary więcej, sukces finansowy byłby ogromny. Sadzę, że inwestowalibyśmy w przyszłość; jeżeli chodziło o pieniądze, to zawsze tak sobie mówiliśmy, żeby lepiej się poczuć.”

Jak wyglądałby świat współczesnych koncertów, gdyby nie Zoo TV? Na pewno inaczej – Irlandczycy jako jedni z pierwszych z branży przesunęli cienką granicę rywalizacji, która trwa do dziś i widoczna jest za każdym razem, gdy kolejna masowa gwiazda wyrusza na podbój świata. Każdy chciał ją przeskoczyć, niewielu śmiałkom się udało, niewiele też tras tak dobrze się zestarzało, a archiwalne nagrania do dzisiaj robią wielkie wrażenie. Zaś technologiczna strona show bezsprzecznie wyznaczyła trend, który wtedy był nowinką, a dziś, wśród największych graczy, jest już normą. Traktowanie nowoczesnych zdobyczy techniki jako narzędzia dramaturgii i narracji stało się standardem i za to również możemy być wdzięczni U2. Zespół zaryzykował wiele, mógł stracić jeszcze więcej. Zapisał się jednak w annałach koncertowej historii i tego nikt im nie zabierze.

Również dlatego, że nigdy wcześniej, ani nigdy później, U2 nie byli już tacy cool.

Źródła cytatów: „U2 o U2”, Neil McCormick

Autor: Kuba Banaszewski

Zobacz także:

Szukasz czegoś konkretnego?
Skorzystaj z naszej wyszukiwarki!