„Heat of the Night”, czyli gorączka grudniowej nocy z Bryanem Adamsem w Ergo Arenie – relacja

bryan adams ergo arena gdańsk 2025

Bryan Adams – Gdańsk, Ergo Arena (15.12.2025r.) org. DM Agency

W kategorii artystów, którzy powracają do Polski regularnie, Bryan Adams zajmuje pozycję wyjątkową. Zaledwie na koniec lipca zagrał u nas prześwietne show w Krakowie (tam też byliśmy!), od ponad dwóch lat nie odpuszcza też żadnej okazji, by nam o sobie przypomnieć. I tym razem nie dał fanom długo czekać na kolejną dawkę wrażeń. Jego jesienno-zimowe wizyty w naszym kraju stają się już pomału niepisaną tradycją, a grudniowy koncert przedwczesnym gwiazdkowym upominkiem, na co zgodnie przystaje też polska publiczność. Wierna jak i sam Adams.

Przyznam szczerze, że nie powinienem był nigdy wątpić w rodzimych fanów kanadyjskiego muzyka. Grudniowy poniedziałkowy wieczór, daleki przecież wielu koncertowym bywalcom Gdańsk, w końcu też wspomniana niedawna wizyta Adamsa w Polsce, niecałe pół roku temu. 15 grudnia trójmiejska Ergo Arena zapełniła się jednak niemal szczelnie, a chętnych, by znów – po raz już piętnasty nad Wisłą – zobaczyć Bryana w akcji, nie brakowało. Fama o jego niezmiennej scenicznej formie jak widać wciąż trzyma się mocno, muzyk przyzwyczaił nas też, że jego wizyty to już stały element muzycznego kalendarza. Co tu dużo mówić, i tym razem, po raz już kolejny, jak zawsze było lepiej niż świetnie. I nie powinno to już nikogo dziwić.

Adams jak mało kto jest bowiem stałym i pewnym gwarantem fantastycznych muzycznych wrażeń. Wie jak skutecznie porwać i najlepiej zadbać o swoją publikę. I zaskoczyć ją, nawet jeśli ktoś, podobnie jak piszący te słowa, widział go już w akcji wiele razy. Nieważne jednak, czy widziałeś Bryana na każdym koncercie w Polsce, czy dopiero zaczynasz przygodę z jego przebojowym katalogiem w wydaniu live, na wieczorze sygnowanym jego nazwiskiem jest miejsce dla każdego. Sam artysta chyba przekornie wie, że jego niezwykłym darem jest umiejętność przekonania do siebie każdego – bez względu na to, jakiej muzyki słucha się na codzień, energii jego przebojów trudno się oprzeć.

bryan adams ergo arena gdańsk 2025
Bryan Adams podczas koncertu w Ergo Arenie

Nie inaczej było i tym razem, na czwartej – nie licząc sylwestrowej odskoczni – wizycie muzyka w Polsce od 2023 roku. Pamiętam mocno rockowy koncert z Gliwic i niemniej przebojowe wizyty w Łodzi i Krakowie. Teraz Bryan, promując wciąż swój ostatni krążek „Roll With The Punches”, znów postawił na sprawdzone patenty i obowiązkowe szlagiery, jednak jak zawsze pozostawił też element zaskoczenia. Tym razem wypróbowany już parę miesięcy temu w Krakowie patent z akustyczną częścią na małej scenie został sprytnie odwrócony, i nie tak jak ostatnio na zakończenie, ale na sam początek show, wprowadził wszystkich w magiczny klimat.
66-letni rockman w wydaniu slim fit, ku zaskoczeniu wielu zgromadzonych w trójmiejskiej hali fanów, rozpoczął wieczór od solowego i akustycznego wykonania „Can’t Stop This Thing We Started” oraz „Straight From the Heart”, z małą domieszką „Let’s Make a Night to Remember”, na samym końcu płyty, po czym prędko przemknął wzdłuż sektorów na główną scenę, gdzie rozpoczęło się właściwe show i do Adamsa dołączył wierny zespół. I się zaczęło – kanonada hitów, którymi Kanadyjczyk może dowolnie żonglować, jest imponująca. A i tak wokalista sprytnie miesza je z najnowszymi kompozycjami z ostatnich lat, które w większości brzmią już jak rasowe klasyki.

I tak, gdy wraz z otwierającym „Kick Ass” Adams nie ukrywał swoich zamiarów względem polskiej publiki, koncert popłynął dalej na fali megaprzebojów z kultowej płyty „Reckless” – „Run To You” i „Somebody”. Nowym elementem show, nieobecnym jeszcze nawet w letnim wydaniu tegorocznej trasy, były wręczone każdemu przed wejściem opaski, które wzorem koncertów Coldplay czy Taylor Swift, magicznie rozświetlały Ergo Arenę.

Tak jakby nie wystarczała tu niesłabnąca ani trochę moc nieśmiertelnych hitów.
Bardziej gitarowe klimaty zdradzały rockowe korzenie artysty (porywające wersje „18 til I Die” czy fantastyczny popis wioślarza Keitha Scotta na „It’s Only Love”), a ponadczasowe ballady przypominały największe triumfy Adamsa na listach przebojów. Takich perełek jak „Please Forgive Me”, „Here I Am” czy „Heaven” (znów w zmienionej wersji), nie może przecież zabraknąć, show nie wolne jednak też było od spontanicznych ruchów i reakcji na potrzeby publiki. Bryan bez mrugnięcia okiem zmienił i decyzję i gitarę, gdy jeden z fanów (dzięki Rafał!) zasugerował odkopanie mocnego „Heat of the Night” z 1987 roku. Zespół sięgnął jeszcze dalej, gdy zagrali „This Time” sprzed 42 lat, okraszone nostalgicznym wideoklipem w tle. Adams może i zmienił od tego czasu fryzurę, ale nie stracił nic ze swojej charyzmy i młodzieńczej energii.

Końcówka show to już istny maraton, hit za hitem, bez chwili wytchnienia, choćby i dla samego wokalisty, który – w odróżnieniu od swojego zespołu – ani na moment nie schodził ze sceny. Rockowe harce, twistowy szał, akustyczne emocje – zdaje się, że pełen asów rękaw Adamsa nie ma końca. I trudno nie ulec wrażeniu, że wszystko to co robi, robi dla nas. Dla swoich fanów, którzy odwdzięczają się temu poświęceniu niemniejszym oddaniem.

W myśl kultowego zakrzyku – jeden za wszystkich, wszyscy za Bryana. Za sam fakt, że za każdym razem udaje mu się mnie nabrać, że wcale nie chce schodzić ze sceny i jeszcze gra, choćby kawałeczek, solowy akcent, należy mu się koncertowy medal. On wie jak to się robi, nawet kończąc show delikatną nutą. Bo na koniec trudno prosić o więcej, skoro on daje swym fanom tak wiele. A oni zaś wiedzą, że przecież zawsze będzie ten kolejny raz. To muzyczny deal, który podpisałbym w ciemno.
Zresztą Adams sam przyznał, że za rok znowu będzie w trasie. I na pewno wróci. I znowu da czadu. Bo jeśli przy wigilijnym stole czekać ma miejsce dla zbłąkanego wedrowca, chciałbym żeby był nim właśnie on. Nasz kumpel Bryan.

Autor: Kuba Banaszewski

Bryan Adams Setlist Ergo Arena, Gdańsk, Poland 2025, Roll With the Punches

Zobacz także:

Szukasz czegoś konkretnego?
Skorzystaj z naszej wyszukiwarki!