No to mamy festiwalową wojnę! Alter Art kontra Good Taste Production (Open’er, OWF, Messt, Bitter)

festiwalowa wojna

Open’er kontra Messt, OWF kontra Bittersweet i Alter Art kontra Good Taste Production.

Przez lata mieliśmy jednego i niepodważalnego lidera na festiwalowym podwórku nastawionym na największe zagraniczne gwiazdy mainstreamu i alternatywy. Alter Art w pewnym momencie miał wręcz monopol na te największe imprezy, posiadając w swoim portfolio czerwcowy Orange Warsaw Festival, lipcowy Open’er Festival i sierpniowy Kraków Live Festival, a każdy wakacyjny miesiąc był naznaczony jednym z ich wydarzeń. I choć przez lata dostawaliśmy lepsze i gorsze line-upy to jednak wiedzieliśmy, że jak na festiwal do Polski ma przyjechać światowa gwiazda lub rosnąca nazwa wchodząca właśnie do czołówki, to pewnie wyląduje na jednym z tych festiwali.

tłumy na linkin park Open'er Festival 2025
tłumy podczas koncertu Linkin Park na Open'erze

Poprzednia dekada należała po prostu do Alter Artu i chyba nikt tu nie będzie z tym polemizował. Jednak 2019 rok, za sprawą FESTu, przyniósł trochę świeżości i choć koniec końców wydarzenie to, jak i cały Follow The Step, stały się memem, to sytuacja ta pokazała nam dwie rzeczy. Po pierwsze, mogło wydawać się, że nie jest tak łatwo wejść do pierwszej ligi letnich wydarzeń, a co ważniejsze – jeszcze trudniej się tam utrzymać. Z drugiej strony widać było, że pojawił się głód u festiwalowiczów festiwalu bardziej kolorowego i trochę wykraczającego poza standardowe bieganie między dwoma scenami. Miejsce, gdzie będzie wszystkiego więcej.

W 2023 roku z walki wycofał się Kraków Live, niby tylko na chwilę i z nadzieją na szybki powrót w kolejnym sezonie, jednak jak okazało się później – ten festiwal już do nas nie powrócił, tak samo zresztą jak FEST, chociaż tutaj upadek był oczywiście bardziej spektakularny.

fest festival upada kolejny raz
FEST wniósł trochę świeżości, chociaż zostawił po sobie smród

Z dwóch coraz mocniej konkurujących ze sobą wydarzeń zostaliśmy w sierpniu z niczym. Ale jak wiemy – rynek nie znosi próżni, tym bardziej kiedy mówimy o ostatniej fazie festiwalowego szaleństwa w Europie, kiedy na Starym Kontynencie nadal jest dużo artystów chętnie grających na takich wydarzeniach.

Kwiecień 2024 roku przyniósł nam zapowiedź nowego sierpniowego festiwalu, na którym mieliśmy zobaczyć międzynarodowy line-up. Dla Good Taste Production, odpowiedzialnych za nową markę, miało to być wejście o ten jeden poziom wyżej – wcześniej kojarzyliśmy ich raczej z mniejszymi wydarzeniami typu Edison Festival, Jazz Around czy Letnie Brzmienia. Tu mieliśmy czekać na coś większego.

Nie do końca wiedzieliśmy, czego się spodziewać po Bittersweet, ale od początku czuć było, że jest w tym pewien pomysł. Spójna, nieszablonowa i nastawiona na nostalgię komunikacja, duża aktywność w mediach społecznościowych i bezpośrednie podejście do ludzi, które miało budować społeczność. Pierwsze ogłoszenia z Nelly Furtado, Hurts czy Rag’n’Bone Man pokazały, że rzeczywiście może się tu budować coś ciekawego. I choć polski headliner w postaci Taco Hemingwaya trochę ostudził nasze oczekiwania, to późniejsze dodanie Empire of the Sun czy przede wszystkim Post Malone sprawiło, że można było uwierzyć w ten projekt.

Pierwsza edycja Bittersweet okazała się sporym sukcesem, a był to dopiero przedsmak tego, co ten festiwal ma dla nas do zaoferowania, bo w tym roku w Poznaniu pojawią się już gwiazdy, które śmiało mogłyby wylądować na szczycie plakatu również na wydarzeniach Alter Artu. Gorillaz, Twenty One Pilots, Robbie Williams czy Lorde – wszystkie te nazwy były typowane przecież na Open’era. Nie ma co więc się dziwić, że taki zestaw headlinerów przyniósł też pierwszy sold out karnetów i prawie całego festiwalu.

bittersweet festival 2025
Bittersweet zanotował mocny start

Na fali słodko-gorzkiego sukcesu, Good Taste Production postanowił zrobić kolejny krok, tym samym jasno pokazując, że poznańska agencja ma apetyt na więcej. Messt Festival, czyli kolejny festiwal zdecydowanie bliżej open’erowej daty (7-9.07), ma dostarczyć nam alternative rock, indie, alt-pop, elektroniki i wszystko pomiędzy. Czy to nie brzmi trochę jak opis samego Open’era? No trochę tak i chociaż nie wiemy jeszcze jakiego kalibru artystów należy się tu spodziewać, to na pewno oba festiwale powalczą choćby o część z dostępnych nazw.

I kiedy GTP zaczęło się coraz mocniej rozpychać, Alter Art postanowił nacisnąć czerwony przycisk i przesunął Orange Warsaw Festival, który od lat kojarzył nam się z początkiem czerwca, na połowę sierpnia, od dwóch lat zarezerwowaną dla Bittersweet. Przypadek? Nie sądzę.

Zacznijmy od tego, że przełom maja i czerwca nie jest najłatwiejszym terminem. Wiele gwiazd jeszcze nie ma w Europie, a festiwalowy kalendarz zaczyna gęstnieć dopiero w kolejnym tygodniu. Ten sam problem z bookingiem poruszali choćby przedstawiciele Mystic Festivalu, którzy również przesunęli termin festiwalu, ale tylko o tydzień.

Bittersweet pokazał nam, że chociaż celuje już raczej w uznane nazwy, to nadal nie wychodzi raczej, z małymi wyjątkami, poza XXI wiek. OWF z kolei od dwóch lat szuka więcej artystów/artystek, którzy są właśnie na fali wznoszącej i jeszcze nie dotarli do szczytu popularności. Charli XCX, Chappell Roan, Olivia Dean czy Dominic Fike – są to wykonawcy, których sufitu jeszcze nie poznaliśmy. W przeciwieństwie do Gorillaz, Twenty One Pilots czy Nelly Furtado, którzy swoje największe albumy już raczej wydali.

Natomiast nie mamy żadnej pewności, że oba te kierunki zostaną zachowane, tym bardziej, że pula artystów dostępnych w połowie sierpnia, a zakładamy, że Bittersweet swojej daty nie zmieni w przyszłym roku, będzie jednak ograniczona i mniej może tu być przeglądania tożsamości festiwalu, a więcej oglądania się za konkurencją. W końcu jeśli ja ściągnę X, to ten drugi festiwal go nie będzie miał.

czeka nas walka o każdy karnet

Taka rywalizacja może przynieść dużo dobrego – w końcu trzeba o tego klienta zawalczyć. Widać to było choćby po Lost Generation Festival i Summer Punch Festival, które, walcząc w trakcie tego intensywnego czerwca, podawały harmonogram koncertów dużo wcześniej niż przyzwyczaiły nas do tego polskie realia.

Widać to też po Alterze, który pod koniec kampanii promocyjnej OWF i Open’era pokazał więcej ludzkiej twarzy i, idąc śladem Bittera i Messta, ale też Summer Puncha, wybrał nawet swojego brand hero, zauważając chyba, że sukces BS jest też zakorzeniony w bliskości ze swoimi festiwalowiczami.

Problemem na pewno może być jednak to, że festiwale te niekoniecznie mają jak tu grać ceną karnetów, tak jakby to mogło wyglądać w typowej sytuacji e-commerce’owej, a też te line-upy mocniejsze raczej nie będą, przez ograniczenia w artystach. Ten tort będzie musiał zostać podzielony, a prawdopodobnie po tyłkach dostaniemy my – rozbici pomiędzy dwoma wydarzeniami, z których moglibyśmy pewnie zbudować jeden, lepszy dla nas, line-up.

Zostając z dylematem i pytaniem, który kierunek wybrać – Warszawę czy Poznań? W tym przypadku szykuje się pewnie wojna na wyniszczenie. Bittersweet teoretycznie ma lepszą pozycję wyjściową – spore zaufanie wypracowane TYLKO w dwa lata, dobrą passę i sytuację, w której ludzie dosłownie walczą o każdy karnet wystawiony do odsprzedaży.

Orange Warsaw Festival w tym roku nie musiał martwić się o to, że biletów dla kogokolwiek zabraknie, ale z pewnością ma jednego asa w rękawie. A raczej ponad 20 lat zbierania takich asów. Wielu z artystów na pewno przychylniej patrzy na sprawdzonego promotora, co może być kluczowe przy potencjalnych negocjacjach. W przypadku Open’era i Messta sytuacja może być bardziej klarowna i tu przewaga starszego festiwalu będzie kolosalna. W tej walce Messt będzie pewnie szukać swojej szansy w mniejszych nazwach, co mogłoby pchnąć Open’era jeszcze mocniej w objęcia muzycznych weteranów. Jednak na tym sierpniowym poletku – wcale nie musi być takie oczywiste.

Warto byłoby tu zadać pytanie jeszcze o to, na ile stać obie agencje na taką walkę w przypadku wojny na wyniszczenie. Czy obie agencje są zabezpieczone na wypadek, gdyby musiały podzielić się dostępną publicznością i przetrwać rok czy dwa lata w dołku, czekając na potknięcie rywala? A może rynek jest na tyle duży, że oba wydarzenia będą mogły jednocześnie się rozwijać? A może w 2028 roku znowu dostaniemy zmiany w kalendarzu?

To będzie naprawdę ciekawy pojedynek, chociaż do momentu ostatecznego rozstrzygnięcia, wcale nie musi być korzystny dla nas – festiwalowiczów, którzy będą musieli stanąć po czyjejś stronie, mimo że po obu z nich widzimy swoich ulubieńców.

Autor: Grzegorz Słoka

Zobacz także:

Szukasz czegoś konkretnego?
Skorzystaj z naszej wyszukiwarki!