„Nie lubię, kiedy muzyka na żywo zaczyna przypominać korporacyjny projekt” – wywiad z Brano Jakuboviciem (Dubioza Kolektiv)

dubioza kolektiv
fot - materiały prasowe

Dubioza Kolektiv to jeden z najbardziej charakterystycznych zespołów na europejskiej mapie muzycznej: żywiołowy i bezkompromisowy. Bośniacy od ponad dwóch dekad łączą bałkańskie korzenie z punkiem, reggae, ska, elektroniką i hip-hopem, budując własny, rozpoznawalny styl. Znani z bezpośrednich tekstów, społecznego zaangażowania i scenicznej charyzmy, wielokrotnie udowodnili, że muzyka może jednocześnie bawić, prowokować do myślenia i jednoczyć ludzi ponad podziałami.

W lutym zespół ponownie odwiedzą Polskę, grając koncerty w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. Z tej okazji porozmawialiśmy z Brano Jakuboviciem o filozofii DIY, sile koncertów na żywo i sensie grania „po swojemu” w świecie zdominowanym przez algorytmy i marketing.

KwP: Na początku zapytam wprost: czy po tylu latach grania trasy koncertowe stały się dla was łatwiejsze i bardziej komfortowe niż kiedyś?

BJ: Nie powiedziałbym, że łatwiejsze, raczej bardziej świadome. Od samego początku działamy w duchu DIY i konsekwentnie się tego trzymamy. Nie interesują nas luksusowe autokary ani hotele z czterema czy pięcioma gwiazdkami. Wolimy podróżować własnymi samochodami, nocować w zwykłych mieszkaniach i zachować poczucie normalnego życia w drodze. Dzięki temu trasa nie staje się sztuczną bańką, tylko realnym doświadczeniem.

KwP: Podróżujecie w bardzo dużym składzie. Kilkanaście osób w trasie to bardziej atut czy problem?

To zdecydowanie atut, choć oczywiście bywa wymagające. Funkcjonujemy jak rodzina, a nie jak firma. Jemy razem, spędzamy ze sobą czas, dzielimy zmęczenie i odpowiedzialność. Taki „rodzinny” tryb sprawia, że wszystko jest cieplejsze i bardziej ludzkie. Jest mniej stresu, mniej hierarchii, mniej sztucznego profesjonalizmu, który często odbiera radość z grania koncertów.

KwP: Wspominasz o niechęci do nadmiernej profesjonalizacji. Co dokładnie masz na myśli?

Nie lubię, kiedy muzyka na żywo zaczyna przypominać korporacyjny projekt, w którym każdy element jest zaplanowany do granic możliwości. Oczywiście potrzebna jest dobra organizacja i technika, ale najważniejsze jest spotkanie z publicznością. Granie dla żywych ludzi w jednym pomieszczeniu ma dla nas znacznie większą wartość niż perfekcyjnie wyprodukowany show bez emocji.

KwP: Po ponad dwudziestu latach wspólnego grania wciąż udaje się unikać poważnych konfliktów?

Nauczyliśmy się siebie nawzajem. Po tylu latach wiesz, kto jak reaguje, kiedy ktoś potrzebuje ciszy, a kiedy rozmowy. Byli ludzie, którzy dołączali do zespołu i odchodzili, bo nie potrafili odnaleźć się w takim stylu życia. Natomiast przez ostatnie piętnaście lat skład pozostaje niezmienny, co jest ogromnym szczęściem i daje nam stabilność.

KwP: Wielu muzyków narzeka na życie w trasie. Wy brzmicie, jakbyście naprawdę je lubili.

Bo tak jest. Skoro świadomie wybraliśmy styl DIY i niewielkie budżety, musieliśmy nauczyć się czerpać z tego przyjemność. Inaczej byłoby to nie do zniesienia. Nie skupiamy się na brakach, tylko na tym, że możemy grać koncerty, podróżować i spotykać ludzi. To jest sedno tego, co robimy.

KwP: Podobną prostotę widać w waszym podejściu do pisania muzyki. Jak wygląda wasz proces twórczy?

Na przykładzie naszego najnowszego singla pt. “God is not Your Babysitter”. Staramy się maksymalnie upraszczać wszystko, co się da. Pisanie muzyki nie musi być skomplikowane ani rozciągnięte w czasie. Z doświadczenia wiemy, że najlepsze piosenki powstawały bardzo szybko, często w pół godziny. Jeśli pojawia się spontaniczny impuls i dobra energia, to jest duża szansa, że utwór będzie żył.

KwP: A co z utworami, nad którymi pracuje się miesiącami?

Zazwyczaj są łatwe do zapomnienia. Kiedy analizujesz każdy detal przez pół roku, często zabijasz pierwotną energię. My nie gonimy za perfekcją ani za laboratoryjną produkcją. Wolimy szczerość, prostotę i spontaniczność, nawet jeśli oznacza to niedoskonałości.

KwP: Nie interesują was poetyckie teksty i bardzo rozbudowane aranżacje?

Nie. Nie piszemy tekstów, które trzeba rozkładać na czynniki pierwsze na uniwersytecie. Nie robimy też muzycznych eksperymentów tylko po to, żeby brzmieć „oryginalnie”. Chcemy dobrej energii, prostych komunikatów i bezpośredniego kontaktu z odbiorcą. Jeśli piosenka jest prawdziwa, ludzie to czują.

KwP: Graliście w Polsce dziesiątki razy. Co sprawia, że tak dobrze się tu czujecie?

Uwielbiam grać w Polsce. Czuję się tu w pewnym sensie jak w domu, może nie w stu procentach, ale na pewno w dużej części. Jesteśmy Słowianami, mamy podobne języki, podobną mentalność i doświadczenia historyczne. Do tego polska publiczność jest niezwykle energetyczna i bardzo koncertowa, co daje nam ogromną motywację.

KwP: Widzisz też głębsze, historyczne połączenie między Polską a Bałkanami?

Tak. Przez lata grania w Polsce nauczyłem się, że w czasach komunizmu wielu Polaków słuchało muzyki z Jugosławii, bo była do niej stosunkowo łatwa dostępność. To stworzyło pewną kulturową więź. Pamiętam też opowieści z dzieciństwa, kiedy mój ojciec przyjeżdżał do Polski w latach osiemdziesiątych i przywoził rzeczy, których u nas brakowało. To buduje poczucie wspólnej pamięci.

KwP: Czy historia i przeszłość mają dla ciebie znaczenie przy pisaniu nowych utworów?

Niezbyt. Historia często dzieli ludzi, bo każdy ma swoją wersję wydarzeń. My wolimy mówić o teraźniejszości, o tym, co dzieje się teraz i co dotyka ludzi dziś. Nie żyjemy ani w przeszłości, ani w przyszłości. Najważniejszy jest obecny moment i to, co możemy z nim zrobić.

KwP: Nowe piosenki często testujecie na koncertach, zanim je nagracie. Dlaczego?

Bo reakcja publiczności jest najlepszym testem. Kiedy grasz nowy utwór na żywo, od razu widzisz, co działa, a co wymaga zmiany. Czasem po kilku koncertach modyfikujemy aranżację lub tempo. Scena jest dla nas prawdziwym laboratorium.

KwP: Czego polska publiczność może się spodziewać po najbliższych koncertach?

Zagramy kilka zupełnie nowych piosenek, które jeszcze nie zostały nagrane, a także utwory dobrze znane i lubiane. Będzie dużo energii i spontaniczności. Zawsze gramy tak, jakby to był najważniejszy koncert w danym momencie, bo dla nas każdy występ naprawdę taki jest.

KwP: Na koniec: jak widzisz przyszłość Dubioza Kolektiv?

Nie planuję daleko. Interesuje mnie dwanaście miesięcy do przodu. Mamy dużo nowej muzyki i pomysłów, które chcemy sprawdzić na żywo. Świat jest zbyt nieprzewidywalny, żeby budować wieloletnie strategie. Wolę skupić się na tym, co możemy zrobić najlepiej teraz.

Zobacz także:

Szukasz czegoś konkretnego?
Skorzystaj z naszej wyszukiwarki!