Nick Cave zachwycony koncertem Radiohead

nick cave and the bad seeds łódź atlas arena 2024

Czy doskonały artysta koncertowy, jakim niewątpliwie jest Nick Cave, może jeszcze czerpać radość i inspirację z doświadczania muzyki na żywo u innych wykonawców? Na to pytanie odpowiedział ostatnio lider The Bad Seeds w swoim wirtualnym pamiętniku The Red Hand Files. „Czy lubisz jeszcze chodzić na koncerty?”, zapytał Nicka jeden z jego fanów, a my, podobnie jak i wielu z Was, po zobaczeniu już przecież w życiu setek koncertów, możemy sami zadać to pytanie sobie.

Co nas wciąż urzeka w muzyce na żywo, skoro widzieliśmy już prawie wszystko? Cave odpowiedzi tej, podobnie zresztą jak i my ostatnio, szukał na niedawnych koncertach Radiohead w Europie. Oto jego konkluzja.

„Kiedy jestem w trasie koncertowej, ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, jest pójście na koncert kogoś innego. Czuję się przeciążony dźwiękowo i emocjonalnie, a doświadczenie koncertu na żywo jest po prostu zbyt intensywne. Jednak po kilku miesiącach przerwy od tournée, gdy życie się uspokoiło, ku własnemu zaskoczeniu, poczułem potrzebę pójścia na koncert. W ciągu ostatnich kilku miesięcy byłem na wielu koncertach – widziałem między innymi Boba Dylana, Swans, Radiohead, Camerona Wintera i Dirty Three – i każdy z nich był niezwykłym wieczorem.

Na koncercie Radiohead w O2 siedziałem wśród dwudziestu tysięcy ludzi. Co osobliwe, był to pierwszy raz w życiu, gdy znalazłem się na widowni tak ogromnego wydarzenia, i oszołomiła mnie głębia miłości unosząca się w sali – ludzie tańczyli, krzyczeli, płakali, obejmowali się, rzucali sobie w ramiona. Uderzyła mnie świadomość, jak potężna jest muzyka na żywo – że grupa jednostek może się połączyć i stworzyć dźwięk absolutnie im właściwy, a inni ludzie mogą nawiązać z tą wyjątkową wizją więź tak, jakby była ona ich własnym doświadczeniem. Czułem jej moralny wymiar – to, jak ta jedyna w swoim rodzaju siła potrafi naprawiać świat swoją dobrocią.

Angażuję się w różne praktyki duchowe – pływam w jeziorze, chodzę do kościoła, spaceruję pośród natury, medytuję – lecz żadna z nich nie daje takiej szansy na transcendencję jak koncert na żywo. To forma ludzkiej aktywności, która promieniuje dobrem, przenika tłum i wydostaje się w świat jako naprawcza, kosmiczna siła, czyniąc rzeczy lepszymi i trzymając diabła na dystans.

Wierzę, że publiczność Radiohead reagowała nie tylko na muzykę, która była zdumiewająca, lecz także na odwagę wykonawców – na samą bezczelność stanięcia przed tłumem i ofiarowania im własnych dusz. Jak wszyscy obecni, byłem głęboko poruszony i pełen pokory”.

No cóż, nic dodać nic ująć. Od siebie dodamy jeszcze tylko, że trudno o wznioślejsze spektrum emocji niż to, które kumuluje w swoich występach sam Cave. I już nie możemy się doczekać aż znów staniemy przed sceną

Zobacz także:

Szukasz czegoś konkretnego?
Skorzystaj z naszej wyszukiwarki!