Deszczowy debiut Boba Dylana na Stadionie Cracovii – Kraków 1994

bob dylan w 1994
Bob Dylan w 1994 roku

Był rok 1994. Dość ciekawy czas dla muzycznych losów słynnego Zimmermana. Oczywiście był już ikoną, niepodważalną legendą z dorobkiem wręcz historycznym, ale co tu dużo mówić, na początku lat 90. o zdecydowanie mniejszej sile rażenia. Jeszcze przed wydaniem fantastycznego „Time Out Of Mind”, które trzy lata później przywróciło go na muzyczny szczyt i po ograniczonych sukcesach poprzedniej dekady. Wtedy to właśnie Dylan po raz pierwszy – a zagrał u nas tylko cztery razy w historii – odwiedził nasz kraj w ramach swego „niekończącego się” tournée, na którego podwalinach budował swój sceniczny mit w nowych, niekoniecznie sprzyjających mu artystycznie czasach.

„Wciąż w drodze” grzmiały z plakatów hasła najnowszej trasy sprzed 32 lat, podczas której dzisiejszy Noblista zabookowane miał dwa koncerty nad Wisłą. Wydarzenie niebagatelne, wszak jego legenda zawsze w naszym kraju trzymała się mocno, a na początku lat 90. wciąż otwieraliśmy się na zachodni rynek koncertowy. Każda taka wizyta była więc niczym małe muzyczne święto.

Pierwszy z debiutanckich na polskiej ziemi koncertów Dylana odbyć się miał na krakowskim stadionie Cracovii, drugi w stołecznej Sali Kongresowej. Dwa zupełne inne miejsca, jak się miało wkrótce okazać również dwa zupełnie inne koncerty. Jeden udany, drugi nigdy niedokończony. Zgadnijcie który przeszedł do historii? Zacznijmy więc od końca – warszawski wieczór z 19 lipca 1994 roku przeszedł bez komplikacji, Dylan wraz z zespołem dawali z siebie wszystko – w tamtym czasie nie kombinował jeszcze mocno ze zmianą aranżacji swoich największych hitów, dawał się za to ponosić twórczym improwizacjom. Show, jak każde na tej trasie, rozpoczęło się od „ejtisowego” „Jokera”, kończyło się zaś ikonicznym „Blowin’ in the Wind”. Pomiędzy nimi przekrój bogatej, wtedy już niemal czterdziestoletniej kariery.

bob dylan warszawa sala kongresowa 1994
plakat warszawskiego koncertu Dylana

Takie to były czasy, że bilety kosztowały 300 tys. zł (spokojnie, Polska jeszcze przed denominacją), a koncerty otwierała nowa, obiecująca wokalistka Kasia Kowalska z zespołem Evergreen, tuż po świetnie przyjętym debiucie „Gemini”. Ciekawy wybór, niebywały zaszczyt dla rodzimej artystki oraz zdaje się nieprzestrzelony strzał organizatorów, wszak Kowalska na dobre i na lata zagrzała miejsce w polskim showbizie. Pięć piosenek w Krakowie, pięć piosenek w Warszawie – to wystarczyło, by rozgrzać scenę przed wejściem Dylana na estradę zaraz po godz. 20. I tak jak w Sali Kongresowej wszelkie akcenty wybrzmiały z należytą mocą i skrzętnie przygotowanym planem, tak za sprawą pogody krakowskie show dwa dni wcześniej, wydawało się szaleńczą walką z żywiołem. Dylan dosłownie musiał znaleźć bowiem wyśpiewane ładnych parę lat wcześniej „schronienie przed burzą”.

A właściwie burzą i ulewą, która nawiedziła krakowski stadion – nomen omen znajdujący się przy ul. Józefa Kałuży 1 – wraz z pierwszymi dźwiękami drugiego w setliście „Just Like a Woman”. Przy kolejnym numerze (ba, pomniku!), apokaliptycznym „All Along the Watchtower” nad stadionem Cracovii szalały już pioruny, a ulewa zaczęła przypominać biblijny potop. Czterotysięczna publika, przemoczona do suchej nitki, stała się jednak świadkiem niezwykłej reakcji artysty i jego zespołu na szalejące warunki atmosferyczne. Grali jeszcze lepiej, jeszcze mocniej, jak gdyby na przekór przeciwnościom losu, chcieli dać swój najlepszy koncert w życiu. W nienaruszalnej na trasie setliście zaszły niezbędne zmiany, symbolicznie Dylan wrzucił do krakowskiego zestawu wspomniane „Shelter from the Storm”, tak jakby muzyczna symbolika miała odwrócić los. Tylko, że ulewa nie ustępowała, burza robiła się coraz bardziej niebezpieczna, zarówno dla fanów, jak i zespołu, którego instrumenty zaczęły tonąć w kałużach deszczu.

bob dylan stadion cracovii 1994
zdjęcie z krakowskiego koncertu - terazpasy.pl

Dylan zawsze szedł pod prąd, dopóki mógł grał. Nie zważając na wszystko wyciągnął z rękawa kolejnego muzycznego asa – akustyczny, acz żarliwy, tercet w postaci utworów „Love Minus Zero/No Limit”, „Masters of War” i „The Times They Are a-Changin’”. Wprawne ucho słuchaczy w dostępnych i okrytych sławą bootlegów z tego koncertu („Shelter From the Storm’ & 'Inside the Rain”) wychwyci grzmoty piorunów przerywających żarliwie wyśpiewywane wersy historycznych kompozycji. „Ludzie, zbierzcie się wokół ze wszystkich stron. I oby nie porwał was rzeki tej prąd…”, wyśpiewywał, oczywiście w oryginale z 1963 roku, Dylan, kończąc tym akcentem niestety przerwany gdzieś w połowie koncert.

Ulewa okazała się zbyt silna i niebezpieczna. Na Stadionie Cracovii w starciu Bob Dylan-Burza, sztorm zwyciężył 0:1. Choć zespół dzielnie walczył do samego końca i walkowerem spotkania nie oddał. Zagrali dziewięć kompozycji, upchanych w nieco ponad godzinie historycznego koncertu.

Opuszczający krakowską scenę Dylan, oszczędny zwykle w słowach i wyalienowany względem najbliższego otoczenia, miał powiedzieć do nieodżałowanego promotora koncertu Andrzeja Marca, że właśnie zagrał swój najlepszy koncert w życiu, dla najlepszej publiczności. Z jego usta to nie była czcza kokieteria. Po latach miał też dodawać, że pierwszy koncert w Polsce miał dla niego wymiar niemal „metafizycznego doświadczenia”.

„Oczywiście byłem gotów stać tam znacznie dłużej i chłonąć jego piosenki. Nie miało znaczenia, że byłem kompletnie przemoczony. Tego wieczoru śpiewał o mnie. „Tonight as I stand inside the rain”… „Rain falling on my shoes”… „I’ll give ya shelter from the storm”… „This is no place to hide”… „The night blows rainy”… „You better start swimmin’ or you’ll sink like a stone”. Wszystko pasowało. Wszystko wydawało się idealnie zsynchronizowane” – tak po koncercie pisał popularyzator twórczości Zimmermana w Polsce Filip Łobodziński. Kronikarskiego obowiązku dochował również Grzegorz Brzozowicz, który w wydanej dzień później „Gazecie Wyborczej” pisał: „W strugach deszczu i świetle błyskawic przemoczony do nitki Dylan wytrzymał aż godzinę i zagrał świetny – jak na warunki – koncert. Oklaskiwało go cztery tysiące widzów; organizatorzy liczyli na 15 tys., zwłaszcza że bilety były dwukrotnie tańsze (220 tys.) niż na wtorkowy koncert w warszawskiej Sali Kongresowej”.

Drugi z polskich koncertów, choć niemniej udany i przede wszystkim odegrany w całości, do historii już nie przeszedł. Podobnie jak dwie kolejne wizyty Dylana w Polsce – w 2008 roku w warszawskiej Stodole oraz w 2014 roku w Dolinie Charlotty. Nie jest to jednak ważne, nie każde show musi nieść ten gatunkowy ciężar. Pozostaje jednak faktem, iż jego debiutanckie show na polskiej ziemi, bez wątpienia dorównało legendzie artysty, którego piosenki na zawsze zmieniały bieg historii.

Autor: Kuba Banaszewski

Bob Dylan Setlist Cracovia Football Stadium, Kraków, Poland 1994, Still On The Road 1994: Europe Summer Tour

Zobacz także:

Szukasz czegoś konkretnego?
Skorzystaj z naszej wyszukiwarki!