Czy to naprawdę koniec Faith No More?
- 26-02-2026
- Kuba Banaszewski
Tak przynajmniej twierdzi Mike Patton, wokalista Faith No More od 1988 roku, który w niedawnej rozmowie dla portalu Consequence przyznał, że ostatnie wcielenie zespołu z San Francisco sprzed dekady jest być może tym ostatnim.
„To zabawne: kiedy przez jakiś czas jesteś w zespole albo w jakiejś muzycznej konfiguracji, to gdzieś z tyłu głowy zawsze myślisz: ‘Cóż, może to już koniec’. I nie przeszkadza mi to uczucie. Nie postrzegam tego jako czegoś smutnego. Widzę w tym bycie tu i teraz oraz możliwość prawdziwego docenienia tego, kiedy to się dzieje”.
Swoje dzisiejsze odczucia o ostatnim tournée autorów „King for a Day, Fool for a Lifetime” z 2015 roku wokalista skwitował gorzkim dla wielu podsumowaniem, jakoby trasa sprzed ponad dekady miała być „zamknięciem pewnego rozdziału”. „Myślę, że wszyscy to w pewnym sensie czuliśmy, ale nie zostało to wypowiedziane na głos” – dodaje.
Mike Patton oczywiście nie odkłada mikrofonu do futerału, jest wszak nie tylko niezwykle wszechstronnym śpiewakiem, ale i bardzo zajętym człowiekiem. Ilość muzycznych projektów, w które jest zaangażowany, jest iście imponująca. W ubiegłym roku występował wraz z The Avett Brothers, niedawno ogłosił też szczegóły pierwszej od 13 lat trasy Tomahawk.
Nawiązując do swych licznych twórczych wcieleń, Patton odniósł się też w wywiadzie do konceptu Faith No More jako jego „głównego zespołu”: „Czegoś, czego nigdy tak naprawdę nie rozumiałem – i musiałem to sobie bardzo wcześnie poukładać – to koncepcja projektu pobocznego, bo ona zakłada, że istnieje jakiś projekt główny. Dla mnie takiego nigdy nie było. Były projekty takie jak Faith No More, którym poświęcałem więcej czasu pod względem tras koncertowych i promocji, ale wszystko, co robiłem, miało dla mnie taką samą wagę. Po prostu nie było tak postrzegane. Publiczność z jakiegoś powodu potrzebuje zbudowanej hierarchii, żeby lepiej się z tym czuć, jak sądzę. Nie wiem.”
Swój ostatni koncert z Pattonem Faith No More zagrali w październiku 2015 roku. Rok później pozostali muzycy pojawili się jeszcze na scenie po raz ostatni z oryginalnym wokalistą Chuckiem Mosley’em, który zmarł w 2017 roku. Wydaje się to być symboliczną klamrą dla zespołu, który zmieniał oblicze alternatywnego grania przez ponad trzy dekady. Próby wskrzeszenia kapeli z Pattonem na pokładzie powróciły jeszcze w 2019 roku, jednak spełzły na niczym – zaplanowane i wielokrotnie przekładane tournée zostało ostatecznie odwołane w 2021 roku, z powodu problemów ze zdrowiem psychicznym wokalisty.
Reszta składu, podobnie jak Patton, zdaje się też nie mieć złudzeń co do przyszłości grupy. W ubiegłym roku klawiszowiec Roddy Bottum stwierdził, że Faith No More są w „naprawdę dziwnym miejscu”. „Tak naprawdę nie mogę powiedzieć, co się dzieje. Sam nie wiem. Otrzymuję różne informacje od różnych osób… a przecież jestem w zespole” – dodawał. Podobne stanowisko zajął też zeszłej wiosny perkusista Mike Bordin, który twierdził, że on i część pozostałych muzyków byli otwarci na powrót do koncertowania, ale Patton rzekomo „nie chciał grać z nimi koncertów”.
No cóż, ostatnim studyjnym dokonaniem grupy do dziś pozostaje świetny krążek „Sol Invictus” z 2015 roku. Przez ostatnie trzy dekady swej najważniejszej działalności Faith No More nie zapominali o Polsce i zagrali u nas sześć razy.
Pożegnali się, otoczeni na scenie kwiatami, podczas show w krakowskiej Tauron Arenie 8 czerwca 2015 roku. A my wciąż chcemy wierzyć, że ta wyjątkowa muzyczna historia znajdzie jeszcze swój epicki epilog.
Autor: Kuba Banaszewski