5 mniej oczywistych koncertów na Bittersweet Festival, na które warto się wybrać!

bittersweet festival 2026

Jak zawsze zapraszamy na nasze festiwalowe polecajki. Tym razem zagłębiamy się mocniej w plakat, pomijając jego pierwsze linijki , chociaż sami mocno czekamy na Gorillaz, Twenty One Pilots, Lorde czy Toma Odella.

– Parcels – zespół stworzony do letniej, chillowej, spokojnie płynącej atmosfery. Ich muzyka, która jest mieszanką elektropopu, indie, funku czy disco jest kojąca, ale jednocześnie ma w sobie sporo pierwiastka rozrywkowego, więc nie bójcie się, że będzie nudno i usypiająco, a wręcz przeciwnie – nie powinno brakować tu zabawy.

– Leisure – podobna kapela do wyżej wymienionych Parcels i mógłbym wrzucić oba zespoły do jednego worka, jednak nie ma tu mowy o jakiejś kopii. Nowozelandczycy dają nam jednak trochę wolniejsze tempo, więcej delikatności i wokalu, który mocniej stapia się z muzyką w jedną całość. Mogą zagrać najprzyjemniejszy koncert tej edycji, chociaż jedyne co martwi to to, że mogą grać w samym szczycie piątkowego upału.

– Meute – to może być czarny koń tego festiwalu, chociaż wciśnięci są między Lorde i Gorillaz, więc nie mają łatwego zadania, żeby ściągnąć do siebie tłumy. Jeśli szukacie czegoś nieoczywistego, to niemiecka orkiestra grająca techno powinna zaspokoić waszą koncertową ciekawość. Ich koncerty to czysta zabawa, a oglądanie jak tych jedenastu gości składa dźwiękowe klocki w jedną całość, przypomina, że granie koncertów wymaga świetnego zgrania.

– Chet Faker – tu będzie trochę więcej niepewności. Z jednej strony, dyskografia Cheta ma w sobie wielki przebojowy potencjał spokojnych, ale niezwykle melodyjnych kompozycji, gdzie przeplata się elektronika, solu i r&b. A z drugiej, czasem można minąć się z oczekiwaniami, bo sam Faker na koncertach lubi bardziej odpłynąć, trochę pokombinować i pozmieniać. Jeśli nastawicie się na więcej nowości i eksperymentów, to możecie dać się złapać w sidła muzycznych odlotów Cheta. Ja mam nadzieję, że Faker się tu odpali, bo może być tu zachwyt, a może trafić się rozczarowanie. Ja jednak pewnie zaryzykuje.

– Faithless – coś mocnego na zakończenie festiwalu. Ktoś powie, że bez Maxiego to już nie to samo, ale to dalej przecież muzyka pełna pasji, która wciąga, porywa i potrafi zaskoczyć. Zdecydowanie dla fanów elektroniki z przełomu tysiącleci, którzy lubią kiedy kompozycje mają czas, żeby się rozwinąć i porządnie wybrzmieć. Co ważne – zagrane przez cały zespół.

Plus na Next Stage warto zerknąć na:

– ZEP – trochę elektroniki, trochę rocka i sporo szaleństwa, które mam nadzieję, że pojawi się również na scenie BitterSweet

– Ebbb – dużo mieszają i ciężko ich tak jednoznacznie opisać. Będzie melodyjnie, trochę połamanie, będzie elektronicznie i industrialnie, ale w wydaniu zespołowym.

– Borderline – zespół, który do popowych kompozycji dorzuca trochę indierockowej przebojowości

Miało być 5, wyszło 8, ale mamy nadzieję, że coś znajdziecie dla siebie w tym zestawieniu.

Autor: Grzegorz Słoka

Zobacz także:

Szukasz czegoś konkretnego?
Skorzystaj z naszej wyszukiwarki!