Wielki powrót mistrza gitary – Eric Clapton w Krakowie – relacja

eric clapton kraków tauron arena 2026

Eric Clapton – Kraków, Tauron Arena (29.04.2026r.) org. Live Nation

Historia dotychczasowych wizyt Erica Claptona w Polsce od samego początku była równie burzliwa, co koleje jego życiowych losów. Zaczęło się z wysokiego „C” – od czterech zaplanowanych występów w 1979 roku, a więc czasu głębokiej komuny, kiedy to koncerty zagranicznych wykonawców, zwłaszcza takiej klasy, były rzadsze od święta. Ostatecznie Clapton, powracający też wtedy do dawnego młodzieńczego blasku, zagrał dwa koncerty w Warszawie i jeden w Katowicach – drugi z wieczorów w Spodku nie doszedł do skutku ze względu na ingerencję oddziałów milicji podczas show dzień wcześniej. Takie to były czasy, i tak po obiecującym początku, na kolejną wizytę Slowhanda nad Wisłą przyszło polskim fanom czekać ponad 30 kolejnych lat.

Od tego czasu – dokładnie od 2008 roku, kiedy to Eric zagrał na gdyńskim Skwerze Kościuszki (co ciekawe, to również jedyna nowożytna okazja, gdy kultowa „Layla” wybrzmiała u nas w wersji elektrycznej) – Clapton odwiedzał już nas „regularnie”, powracał bowiem do Polski kolejno w 2013 i 2014 roku.

Ostatni z tych koncertów odbył się podczas nieistniejącej już imprezy Life Festival w Oświęcimiu, który próbował muzycznie odczarować jarzmo ciężkiej historii tego miasta. Pamiętam ten wieczór doskonale, i to nie tylko dlatego, że był to wciąż początek mojej koncertowej przygody z zagranicznymi wykonawcami na żywo, ale przede wszystkim jako koncert odegrany dosłownie „z zegarkiem w ręku”. Technicznie bardzo dobry i absolutnie bez zarzutu, ale klimatycznie jakoś wycofany, odegrany jako „kolejny przystanek na trasie”, bez duszy i „tego czegoś”. 69-letni wówczas Clapton – z dzisiejszej perspektywy młodzieniaszek! – nie dawał z siebie za wiele, i niech za potwierdzenie tej tezy posłuży fakt, iż dwa najlepsze momenty tamtego wieczoru sprzed 12 lat, kierowały reflektor na innych członków jego zespołu (Paul Carrack wyśpiewał wspaniałą wersję „How Long” Ace, a gitarzysta rytmiczny Andy Fairweather Low, o którym jeszcze będzie za chwilę więcej, wypluł swe płuca w płomiennym standardzie „Gin House Blues”). Clapton od zawsze lubił otaczać się zdolnymi, często zdolniejszymi od siebie, muzykami i nigdy nie miał problemu z dzieleniem się uwagą na scenie, jednak wtedy koncert pozostawił po sobie pewien niedosyt.

Nie spodziewałem się, że 12 lat później, uczucie to będzie miało szansę rehabilitacji. Jeszcze większym zaskoczeniem okazała się o wiele lepsza niż wtedy forma i dyspozycja legendarnego gitarzysty. Bo 81-letni Clapton na ostatnim koncercie w Krakowie nie tylko dowiódł, że drzemie w nim jeszcze duch dawnego wirtuoza, który czarował swą grą muzyczny świat przez ostatnie półwiecze, ale też chęć, by podtrzymywać i podawać dalej najwspanialszą tradycję brzmień, które go przez te wszystkie lata ukształtowały. Oczywiście w najlepszej możliwej, i dostępnej tylko najznakomitszym mistrzom, formie.

eric clapton kraków tauron arena 2026
Eric Clapton mimo 81 lat dalej świetnie wypada na scenie

Od ponad 80-letniego artysty, który kształtował najlepszą rockową scenę, trudno wymagać wiele. Clapton to jeden z tych gości, który już nic nie musi, ale może jeszcze wiele, co udowodnił wygłodniałej dźwięków jego gitary polskiej publiczności, która wypełniła krakowską Tauron Arenę dosłownie po same brzegi. 12 lat zrobiło swoje, każdy, co było widoczne – bez względu na wiek, niczym w planszówce dostępnej od lat 2 do 102 – chciał zobaczyć jeszcze Slowhanda w akcji, wszak w te rejony Starego Kontynentu muzyk zapuszcza się już sporadycznie. Niczego nie możemy być pewni, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa mogła to być ostatnia okazja, by dorwać jeszcze Erika w akcji, w halowych warunkach, w których jego muzyka sprawdza się najlepiej. I pod tym kątem wszystko tego wieczora zagrało – od nastroju po akustykę, każdy dźwięk miał szansę wybrzmieć z należytą mocą, czy też ukoić swym spokojem. A nim gwiazda wieczoru zainstalowała się ze swym zespołem na scenie, krakowską estradę rozgrzał swym niesłabnącym zapałem wspomniany Andy Fairweather Low ze swoją bluesową trupą, dając słynnym klasykom (od Dylana po „Rollin’ and Tumblin’”, a nawet „Tequilę” i motyw z serialu „Peter Gunn” Henry’ego Maciniego) nowe życie. Zabawa i sceniczny wigor w wykonaniu starszych panów ujmowały szczerością i doświadczeniem.

Nie inaczej było w przypadku samego Claptona, który swojego wyraźnie podzielonego na trzy części koncertu (wedle sprawdzonej metody: elektrycznie-akustycznie-elektrycznie), nie mógł rozpocząć lepiej. Na same dźwięki kultowego riffu Cream w „Badge”, stworzonego w 1969 roku wespół z George’m Harrisonem, moja muzyczno-paleontologiczna dusza zapiała z zachwytu. I trzeba przyznać, że początek koncertu zaskakiwał wyłącznie pozytywnie, czy to w wydaniu korzenno-bluesowym („Key to the Highway” czy „I’m Your Hoochie Coochie Man”), czy też czysto przebojowym. Bo gdy muzycy, zwłaszcza ci na froncie, obok Claptona wspaniali Doyle Bramhall II na gitarze i Nathan East na basie (wtajemniczeni wiedzą, że trudno o lepszy skład u boku Slowhanda), odlecieli w instrumentalnych popisach, zachwytom nie było końca. Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości co do formy 81-letniego Erika, zarówno gitarowej, jak i wokalnej, obłędna, odjechana wersja „I Shot the Sheriff”, hitu z 1974 roku, nie pozostawiała już złudzeń, że gitarzysta młodniał z każdą kolejną sekundą i odegraną na krakowskiej scenie nutą.

eric clapton kraków tauron arena 2026
Eric Clapton w Krakowie

Clapton nigdy nie był wylewnym konferansjerem – nie kokietuje swoich fanów, dawkując rzucane ze sceny wypowiedzi jedynie do przywitania i zdawkowych podziękowań. Taki jest od zawsze, całą resztę wyraża za niego muzyka. A czasami to co najważniejsze wybrzmiewa poza głośnymi nutami, co udowodniła wysłuchana w kompletnej ciszy i skupieniu część akustyczna, zamieniająca wypakowaną halę w kameralny klub. I jasne, momentami może było zbyt spokojnie i był to jedyny wyraźnie „starczy” moment koncertu, ale dziś to właśnie wiekowy już Clapton niesie i podtrzymuje najlepszą bluesową tradycję, której nauczył się od swoich mistrzów.

Wszystko wynagrodziła zaś dawka mocno wyczekiwanych i nastrojowych przebojów – zbudowanych na głębokich, również tragicznych, przeżyciach mistrza gitary. „Tears in Heaven” oraz obowiązkowa „Layla” w wersji znanej z kultowego koncertu „Unplugged”, zaczarowały krakowską halę i skutecznie zatrzymały czas, potwierdzając niezwykły, naznaczony bolesną przeszłością, muzyczny rodowód Claptona.

Przedostatni, przed jednym bisem, akt wieczoru to powrót do części elektrycznej. Eric to, bez względu na estetykę, mistrz w swoim fachu, dla mnie jednak zawsze będzie zespawany z elektrycznym wiosłem. A najlepsze gitarowe popisy były dopiero przed nami. Najpierw odkopane z lat 80. „Tearing Us Apart”, niegdyś duet z Tiną Turner, cofnęło zespół na nadane wcześniej przez „Szeryfa” funkowe i przebojowe tory. Później zaś Clapton zanitował jedną ze swoich najbardziej poruszających ballad „Old Love”, której fenomenalne wykonanie (obłędne solówki, boski klimat) wynagrodziło chyba wszystkim brak „Wonderful Tonight” w setliście. Rozbudowana kompozycja z 1989 roku jest bardziej żarliwa, pełna emocji i pasji – odkryła i przypomniała wszystkim, to co w wiekowym muzyku zawsze było najlepsze.

eric clapton kraków tauron arena 2026
Eric Clapton ze świetnym zespołem

Na koniec została już rasowa klasyka, z mocnym bluesowym stemplem na czele. „Cross Road Blues” to kompozycja mitycznego Roberta Johnsona, który na wspomnianych rozdrożach zaprzedać miał duszę diabłu. Utwór przypomniany w latach 60. przez Cream, dziś jest trwale zespolony z twórczością Claptona i był kolejną okazją do niekończących się instrumentalnych popisów. Podobnie jak kolejny staroć w postaci „Little Queen of Spades”, rozciągnięty i rozpimprowizowany tak, by każdy z muzyków miał szansę zabłysnąć. A sam Clapton zdawał się czerpać jeszcze większą radość, stojąc z boku i akompaniując swym muzycznym towarzyszom, niż dowodząc na samym przodzie sceny. Wieńczące podstawową część show kultowe „Cocaine” również odbiegało mocno od singlowych ram, dając zespołowi szansę, by zaistnieć tego wieczoru raz jeszcze, ten ostatni raz.

Oczywiście to nie mógł być zasadniczy koniec, bo całość domknęła rozkręcona wersja „Before You Accuse Me” na bis, znów w ogniu instrumentalnych czarów. Na twarzy zdystansowanego zwykle Claptona widać nawet było szeroki uśmiech i szczerą zabawę na scenie, choć po tę kompozycję, podobnie jak i wszystkie pozostałe, sięgał już na żywo ponad 500 razy. I to na scenach całego świata.

Dobrze, że na tej ostatniej prostej jego kariery znalazło się również miejsce i dla naszego kraju. Podczas krakowskiego koncertu w powietrzu czuć było bowiem aurę nienazwanego głośno pożegnania. I jeśli faktycznie kolejna okazja na polski koncert mistrza gitary już się nie powtórzy, Clapton pozostawił po sobie jak najlepsze wrażenie.

Autor: Kuba Banaszewski

Eric Clapton Setlist TAURON Arena Kraków, Kraków, Poland, European Tour 2026

Zobacz także:

Szukasz czegoś konkretnego?
Skorzystaj z naszej wyszukiwarki!