Co w kwestii dynamicznych cen biletów mają do powiedzenia sami artyści? Jak się okazuje – całkiem sporo.

dynamiczne ceny biletów
Robert Smith mówi wprost - artyści o wszystkim wiedzą

Wszyscy wiedzą [o dynamicznych cenach biletów]. Jeśli twierdzą, że nie, to albo są cholernie naiwni, albo kłamią. To wszystko napędza chciwość.” – tak o całej sytuacji mówi Robert Smith.

Dynamiczne ceny biletów są wprowadzane na najpopularniejsze wydarzenia, gdzie kwota, jaką musimy zapłacić za daną wejściówkę, jest uzależniona od bieżącego popytu. Jeśli dużo osób czeka w kolejce do zakupu lub przegląda dany rodzaj biletów – ceny mogą zostać podniesione. Z podobnego rozwiązania korzystają hotele czy linie lotnicze, które podnoszą ceny w tych najpopularniejszych okresach. Osoby chodzące na koncerty najpewniej spotkały się z tym podczas kupowania biletów na największe gwiazdy.

Przykłady? Takie kwoty możemy znaleźć na wydarzeniach z dynamicznymi cenami na Ticketmasterze:

SOAD – 1604 zł
Bad Bunny – 2076 zł
Pitbull – 2249 zł
The Weeknd – 2753 zł

dynamiczne ceny biletów platinum
Dynamiczne ceny potrafią osiągać poziom ponad 2000zł

I nie, przedstawione liczby nie odnoszą się do biletów VIP.

W teorii takie rozwiązanie ma chronić fanów przed osobami chcącymi zarobić na odsprzedawaniu biletów z zyskiem. Jeśli popyt jest tak duży, to skalperzy potrafią wykupić część biletów, aby sprzedać je za chwilę z dwu- czy trzykrotną przebitką fanom, którym tych wejściówek nie udało się kupić.

Korporacje najczęściej tłumaczą to tak: jeśli ludzie są w stanie tyle zapłacić, to czemu mają zarabiać koniki, a nie sami artyści – chociaż wiemy, że swoje przy tym zarobią też agencje i bileterie. Najwięksi gracze na rynku sami przyznają, że nie doszliśmy jeszcze do sufitu, jeśli chodzi o ceny biletów.

Muzyka jest niedoceniana, zwłaszcza w porównaniu ze sportem” – powiedział Michael Rapino, CEO Live Nation.

W sporcie to powód do dumy, że ktoś wydaje 70 tysięcy dolarów na miejsce przy boisku Knicksów. A gdy my sprzedamy bilet na Beyoncé za 800 dolarów, od razu pojawia się krytyka.

Dalej mamy tutaj duży zapas. Średnia cena biletu na koncert [w 2024 roku – przyp.] to wciąż 72 dolary (około 260 zł). Spróbuj wejść na mecz Lakersów za tyle. Tam jest 80 spotkań w sezonie, a koncert? To wciąż niedoszacowane wydarzenie i tak jest od lat.

Nie powinno więc dziwić, że szefowie wielkich firm sami namawiają artystów do skorzystania z tego rozwiązania, które pozwala jeszcze bardziej zwiększyć przychody z koncertów.

W ostatnich latach najgłośniej było o tym podczas „The Eras Tour”, kiedy to miliony fanów walczyły o każdą wejściówkę na koncert Taylor Swift. Podczas tej trasy dynamicznych cen nie było, mimo wyraźnych nacisków na samą artystkę.

taylor swift warszawa pge narodowy 2024
Taylor Swift nie zgodziła się na dynamiczne ceny biletów

„[Taylor Swift – przyp.] miała możliwość zastosowania dynamicznego ustalania cen biletów, ale nie chciała robić tego swoim fanom. Wyraźnie powiedziała: ‘Bez dynamicznych cen’. Była gotowa podejmować decyzje, które mogły ograniczyć jej dochody, ponieważ patrzyła na swoją karierę w dłuższej perspektywie.” – takie słowa mogliśmy usłyszeć od Jaya Marciano, prezesa i CEO AEG Presents.

Sama trasa wygenerowała ponad 2 miliardy dolarów przychodu. Wynik ten mógłby być jeszcze lepszy, gdyby Taylor nie zaprotestowała i nie odmówiła wprowadzenia dynamicznych cen biletów.

Takiego wyczucia nie mieli panowie z Oasis, którzy oprócz swojego powrotu przygotowali dla fanów jeszcze jedną „niespodziankę” – dynamiczne ceny biletów. Chętni na zobaczenie braci Gallagher, po rozpoczęciu sprzedaży z zaskoczeniem odkrywali, że ceny potrafią być wyższe nawet o 200 funtów względem wcześniejszych zapowiedzi.

Po negatywnych komentarzach wściekłych fanów zespół oczywiście umywał od tego ręce.

Należy jasno zaznaczyć, że Oasis pozostawia decyzje dotyczące sprzedaży biletów i ich cen w całości organizatorom oraz managementowi.” – takie tłumaczenia mogliśmy przeczytać w oświadczeniu dla PA Media.

„W żadnym momencie nie mieli świadomości, iż przy sprzedaży biletów na pierwsze koncerty zostanie zastosowane dynamiczne ustalanie cen.”

Ciężko jednak uwierzyć w te słowa, w szczególności kiedy posłuchamy wypowiedzi tych, którzy opowiadają o tym problemie otwarcie i nie gryzą się w język.

avenged sevenfold w polsce wrocław hala stulecia
M. Shadows nie gryzie się w język

M. Shadows, wokalista Avenged Sevenfold, mówi wprost: „Artyści chcą swojej części tortu.

Ticketmaster stworzył narzędzie, które pozwala artystom korzystać z dynamicznych cen. To nie Ticketmaster zgarnia całą górną część zysków. To artyści. A artyści uwielbiają ukrywać się za Live Nation i Ticketmaster, mówiąc: ‘Och, nie mieliśmy pojęcia. Nie możemy w to uwierzyć’” – wyjaśnił wokalista.

Tutaj ponownie wraca temat walki z konikami. Według muzyka dynamiczne ustalanie cen wprowadzono, by przeciwdziałać sytuacjom, w których osoby odsprzedające bilety zarabiały wielokrotność tego, co trafiało do artysty. Shadows tłumaczy: „Artyści i ich menedżerowie zaczęli pytać: ‘Dlaczego koniki zarabiają dziesięć razy więcej niż artysta na scenie?’ Jeśli bilety mogą kosztować tyle, dlaczego my ich tyle nie sprzedajemy?

Otwarcie wypowiada się również Robert Smith, lider The Cure, który w ostatnich latach wyrósł na jednego z największych obrońców przeciętnego fana. Muzyk wie, że uczciwe podejście do swoich słuchaczy może opłacić się obu stronom.

robert smith naszym bohaterem
Robert Smith pokazuje wszystkim, że jak się chce to można.

Byłem zszokowany, jak duże zyski generuje sprzedaż biletów” – powiedział Smith dla The Times.

Pomyślałem: ‘Nie musimy zarabiać aż tyle pieniędzy’. Moje kłótnie z wytwórnią zawsze dotyczyły tego, jak możemy ustalić niższe ceny.

Robert Smith dodawał: „Ale jeśli masz wiarę w siebie i w to, że za rok nadal będziesz na scenie, chcesz, żeby koncert był świetny, żeby ludzie wrócili. Nie chcesz ustalać cen na maksymalnym poziomie, jaki rynek jest w stanie zaakceptować. Jeśli ludzie zaoszczędzą na biletach, wydadzą pieniądze na piwo albo merch. Buduje się dobra energia, wracają następnym razem. To pozytywna spirala i nie rozumiem, dlaczego więcej osób tego nie robi.

Brytyjski muzyk dodał, że cała ta sytuacja z dynamicznymi cenami mogłaby się szybko skończyć, gdyby tylko chcieli tego sami artyści. Ci jednak udają, że nie mają z tym nic wspólnego.

Ustalenie cen biletów było łatwe, ale trzeba być upartym. Nie zgodziliśmy się na dynamiczne ceny, bo to oszustwo, które zniknęłoby, gdyby każdy artysta powiedział: ‘Nie chcę tego!’. Większość artystów chowa się jednak za managementem. ‘Och, nie wiedzieliśmy’ – mówią. Wszyscy wiedzą. Jeśli twierdzą, że nie, to albo są cholernie naiwni, albo kłamią. To wszystko napędza chciwość.

Zdarza się już, że sami artyści zaczynają informować, że dynamicznych cen na danej trasie nie będzie – co zrobił choćby zespół Iron Maiden, informując na X, że podczas „Run For Your Live Tour” takiego rozwiązania nie spotkamy.

Mimo tych pojedynczych przypadków spora część artystów godzi się po prostu na pomysły Live Nation czy AEG, mogąc przy tym zarobić na swoich trasach jeszcze więcej, wyciskając ze swoich fanów każdego dolara. Ktoś powie, że to przecież prawa rynku i wszystko opiera się na znanej zasadzie popytu i podaży, ale nic nie przeszkadza w tym, aby czasem pomyśleć o swoich fanach, nie tylko w formie małych bankomatów i postarać się, aby im też było trochę łatwiej.

Pytanie tylko, czy artyści takim postępowaniem sami nie podcinają gałęzi, na której tak wygodnie im się siedzi.

Autor: Grzegorz Słoka

Zobacz także:

Szukasz czegoś konkretnego?
Skorzystaj z naszej wyszukiwarki!