Wiedzieliście, że Myslovitz grali jako support przed Iggy’m Popem i Simple Minds?
- 09-03-2026
- Kuba Banaszewski
„Wiesz, Polska jest miejscem, w którym z twoim umysłem dzieją się bardzo dziwne rzeczy. To miejsce pełne kryzysów i wszystko wokół ciebie jest bardzo smutne, bardzo mroczne, bardzo popieprzone. Dlatego teksty na naszej płycie są smutne. Śpiewamy dużo o byciu w dziwnym stanie ducha”.
W 2002 roku, gdy Polska mimo przekroczenia granic nowego millenium wciąż pozostawała krajem zanurzonym głęboko w poprzedniej dekadzie, Myslovitz wydali swój piąty album „Korova Milky Bar”. Krążek, którego klimat gitarzysta grupy Przemysław Myszor porównywał do wszechobecnej szarzyzny nad Wisłą, z miejsca podbił serca słuchaczy solidną dawką przebojowej melancholii. Po wydaniu trzy lata wcześniej hitowej i przełomowej „Miłości w czasach popkultury”, mysłowicka kapela miała rodzimą scenę u stóp. Sukces poprzedniej płyty dodał muzykom skrzydeł i nie zamierzali oni zatrzymywać się na polskiej granicy. Ich horyzonty odważnie sięgały międzynarodowej kariery, która w tamtym czasie nie wydawała się bynajmniej abstrakcją.
Życie to surfing, a oni byli na fali wznoszącej. Zresztą pomysły na podbój europejskiego rynku sięgają jeszcze samego początku XXI wieku – jak wspominał ówczesny menedżer zespołu Maciej Pilarczyk, jakiekolwiek starania o wejściu na zachodni rynek wymagały intensywnej, ponad dwuletniej pracy: branżowych rozmów i zakulisowych rozgrywek. Ta PR-owa partia szachów znalazła jednak swój szczęśliwy finał – Myslovitz mieli wesprzeć na trasie kultowych Simple Minds, a w zaangażowaniu polskiej grupy w ten projekt palce maczał sam Henry McGroggan, menedżer koncertowy m.in. The Corrs, Iggy Popa czy Marianne Faithfull. I jego udział w tym niewątpliwym osiągnięciu również później nie pozostał bez echa.
Myslovitz zagrało ze szkocką legendą rocka osiem europejskich koncertów. Wśród odwiedzonych razem miast znalazły się m.in. Berlin, Paryż, Lizbona, Mediolan czy Madryt. Kontynentalna mekka najważniejszych koncertowych miejsc. Jasne, Simple Minds nie byli już wtedy topową marką, jednak ich status nie pozostawał wątpliwości, a wierni fani Szkotów licznie wypełniali sale na 2-3 tysiące widzów.
„Zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci przez publiczność. W Lizbonie mieliśmy nawet wrażenie, że publiczność chętnie słuchałaby nas dłużej niż przez 35 minut. Pracowaliśmy w profesjonalnych warunkach, a ekipa Simple Minds była bardzo miła” – wspominał później Artur Rojek podczas konferencji prasowej w Polskim Radiu Katowice.
Myslovitz promowali na tej trasie anglojęzyczną wersję ich najbardziej znanego przeboju, czyli „The Length of The Solitude Sound”. Ich trwające nieco ponad pół godziny rozgrzewki przed Simple Minds wypełniały też ich autorskie kompozycje śpiewane w języku Szekspira. Za każdym razem rozpoczynali jednak swój set od energetycznych „Chłopców” wyśpiewanych w oryginalnej, ojczystej wersji.
„Oczywiście wolę śpiewać po polsku. Podczas pierwszego koncertu byłem bardzo zestresowany, potem było już lepiej. Na podłodze mam podczas koncertu kartki, gdzie dużymi literami napisane są angielskie teksty piosenek” – dodawał wokalista mysłowickiej chluby.
Na tym ich dobra passa się nie kończyła. Myslovitz zagrali następnie m.in. na słynnym szwajcarskim Montreux Jazz Festival czy największym niemieckim festiwalu muzyki alternatywnej Das Bizarre-Festival. 29 kwietnia 2002 roku wystąpili za to przed przedstawicielami centrali Sony Music i jej europejskich oddziałów w londyńskim klubie Borderline. Słowem – szeroko. Wszystkie te starania zaowocowały gościnnym udziałem na trasie jeszcze innej legendy. Tournée u boku Simple Minds skutecznie wywindowało zespół o poziom wyżej i zaznaczyło ich obecność na europejskim rynku. Może nie były to ogromne sukcesy, jednak Myslovitz przeżywali muzyczną przygodę życia.
„Przed wyjazdem traktowaliśmy to wszystko jako wspaniałą przygodę, ale co do efektów komercyjnych byliśmy raczej ostrożni. Teraz podchodzimy do tego bardziej optymistycznie, ale nadal z rezerwą. Na razie zagraliśmy jedynie trasę i można ją uznać za bardzo udaną. Zostaliśmy naprawdę dobrze przyjęci. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nasza płyta ukaże się na rynku hiszpańskim, portugalskim, włoskim i szwajcarskim – przynajmniej na razie. To, że się w ogóle ukaże, nic jednak jeszcze nie znaczy. Może się bowiem ukazać i w ogóle nie sprzedać. Na razie nadal walczymy o to, by się na tych rynkach pokazać. Więcej będziemy mogli powiedzieć na ten temat za kilka miesięcy” – opowiadał w wywiadzie dla Interii Rojek.
Nim jednak „Korova Milky Bar” zasiliła półki europejskich stolic, muzycy zagrali wiele festiwalowych koncertów, a ukoronowaniem tego międzynarodowego pochodu był gościnny udział w roli supportu na dwóch koncertach niekwestionowanej legendy rocka i sceny w ogóle – Iggy’ego Popa.
55-letni wówczas Ojciec Chrzestny Punk Rocka w 2002 roku, jak zawsze, był w ciągu niekończącej się trasy koncertowej i promował wydany rok wcześniej swój trzynasty solowy album „Beat Em Up”. 17 i 19 lipca Myslovitz zagrali u jego boku podczas koncertów w Dublinie i Glasgow. W porównaniu do wcześniejszych występów z Simple Minds, tym razem polskiej gwieździe przypadł o wiele dłuższy przedział czasowy – mieli przed sobą dwa godzinne wieczory, nim Iggy zawładnął tą samą sceną. Przed dołączeniem do Popa na trasie, Artur Rojek tak przewidywał obecność Myslovitz u boku legendy:
„Myślę, że te koncerty będą równie ważne. Podobnie jak na trasie z Simple Minds będziemy zespołem nieznanym. Chociaż mogą się trafić nieliczne osoby, które będą nas kojarzyć. Będą się one jednak zdecydowanie od różniły od pozostałych widzów. Przede wszystkim dlatego, że będzie tam inna publiczność, bardziej rockowa. Simple Minds grają pop i mieli inną publiczność – są to ludzie, którzy znają ich twórczość od lat. Dlatego na pewno będziemy grać inny repertuar. Podobnie będzie w przypadku występów z Iggy Popem”.
Czy te koncerty były udane? Według rozpowszechnianych w branży mitów, gwiazda wieczoru miała ponoć obrazić się na polski zespół za rzekome „podbieranie mu fanek”. Dwa godzinne występy przed legendą rocka szybko przeszły do historii, mało która jednak rodzima grupa doskoczyła tak wysoko na zachodnich scenach i kiedykolwiek znalazła się w podobnym miejscu. Na dalsze nadzieje o wielkiej międzynarodowej karierze nie było oczywiście szans, ale Myslovitz dopięli swego. Tego samego roku wystąpili jeszcze m.in. na słynnym festiwalu Pukkelpop w Belgii, na jesieni wydali również anglojęzyczną wersję „Korovy”, która ukazała się w 27 krajach, a nowa zagraniczna wersja „Sound of Solitude” doczekała się zachodniego teledysku wyreżyserowanego przez laureata Oscara Janusza Kamińskiego, który miał ponoć stwierdzić, że „pracuje tylko dla Spielberga i dla Myslovitz (…), a pieniądze nie odgrywają tutaj żadnej roli”.
Teledysk hulał w 2002 roku na częstotliwościach MTV Europe, singiel poleciał również nieraz w kultowej alternatywnej audycji Johna Peela, słynnego brytyjskiego DJ-a. Mało? Rok później Myslovitz wystąpili z zespołem Travis oraz Skin na festiwalu The Road to Edinburgh w londyńskim Royal Albert Hall oraz po raz drugi z rzędu zgarnęli Europejską Nagrodę Muzyczną dla najlepszego polskiego zespołu. W tej wyjątkowej historii raz jeszcze powraca tu postać Iggy’ego Popa, bowiem rok później mysłowicka grupa ponownie otworzyła dwa jego koncerty – tym razem odbyły się one w czerwcu 2004 roku w Niemczech, a Iggy powracał wówczas na scenę z legendarnymi The Stooges. Chwilę później Myslovitz towarzyszyli również na trasie irlandzkiej chlubie The Corrs.
W kolejnych latach Myslovitz wielokrotnie występowali poza granicami Polski, jednak nigdy nie powtórzyli już swojego wysokiego lotu z początków XXI wieku. W oryginalnym zestawie wydali jeszcze później trzy płyty. 20 kwietnia 2012 roku oświadczyli zaś, iż zespół postanowił zakończyć współpracę w dotychczasowym składzie. Wokalista Artur Rojek rozpoczął udaną karierę solową, jego macierzysta kapela z niemałymi, zwłaszcza w ostatnim czasie, sukcesami gra do dziś. I tylko zdaje się, że numer do Iggy’ego Popa pozostał ten sam – ikona sceny wystąpiła bowiem dwukrotnie, w 2012 ze Stooges oraz 10 lat później solowo, na dowodzonym przez Rojka OFF Festivalu w Katowicach. Tyle to panom pozostało z dawnych wspólnych scenicznych chwil tej słynnej rockowej chuci życia.
Autor: Kuba Banaszewski
Źródła:
https://muzyka.interia.pl/alternatywa/news-myslovitz-nadal-ostrozni%2CnId%2C1610271
https://kultura.onet.pl/muzyka/gatunki/rock/myslovitz-przed-simple-minds/6z2mv70
https://muzyka.interia.pl/alternatywa/news-myslovitz-przed-iggy-popem,nId,1610232
https://kultura.gazeta.pl/kultura/7%2C114526%2C25927268%2Clegendarne-albumy-myslovitz-powracaja-na-platformy-streamingowe.html